<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Słowo kluczowe &quot;badania&quot; | Kalejdoskop Kultury</title>
	<atom:link href="https://kalejdoskopkultury.pl/slowo-kluczowe/badania/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kalejdoskopkultury.pl/slowo-kluczowe/badania/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 20 May 2024 09:51:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.5.3</generator>
	<item>
		<title>Szkiełko i oko. Okulografia w świecie sztuki</title>
		<link>https://kalejdoskopkultury.pl/okulografia-w-swiecie-sztuki/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Dagna Kidoń]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Dec 2021 21:09:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[badania]]></category>
		<category><![CDATA[eye-tracking]]></category>
		<category><![CDATA[fizjologia oka]]></category>
		<category><![CDATA[muzea]]></category>
		<category><![CDATA[neuroestetyka]]></category>
		<category><![CDATA[nowe media]]></category>
		<category><![CDATA[odbiór sztuki]]></category>
		<category><![CDATA[okulografia]]></category>
		<category><![CDATA[online first]]></category>
		<category><![CDATA[percepcja]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[technologia]]></category>
		<category><![CDATA[teoria widzenia]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>
		<category><![CDATA[Zachęta]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kalejdoskopkultury.pl/?p=1703</guid>

					<description><![CDATA[<p>Prawdziwie interesującym i nowym zjawiskiem jest wykorzystanie technologii w badaniach nad sztuką, które pozwalałaby na lepsze zrozumienie procesu zachodzącego między dziełem a odbiorcą.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kalejdoskopkultury.pl/okulografia-w-swiecie-sztuki/">Szkiełko i oko. Okulografia w świecie sztuki</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kalejdoskopkultury.pl">Kalejdoskop Kultury</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><span class="meta-lead lead">Skoro nowości technologiczne przenikają do świata sztuki w procesie twórczym, muszą po nie sięgać także muzea. Prawdziwie interesującym i nowym zjawiskiem jest wykorzystanie technologii w badaniach nad sztuką, które pozwalałaby na lepsze zrozumienie procesu zachodzącego między dziełem a odbiorcą.</span></p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Technologia dla artystów</strong></h2>



<p>„<em>Kunst und Technik</em> – eine neue Einheit”, czyli „Sztuka i technologia – nowa jedność” – pisał w latach dwudziestych minionego wieku Walter Gropius, wskazując tym samym kierunek działań Bauhausu. I nawet jeśli owa jedność nie była aż tak nowa – bo przecież sztuka zawsze romansowała z technologią – to dwudzieste stulecie przyniosło niespotykane wcześniej zainteresowanie artystów odkryciami technologicznymi. Andy Warhol wykorzystał sitodruk, odwołując się do masowo produkowanych artykułów konsumowanych przez amerykańskie społeczeństwo. James Rosenquist czy Barrie Cook zasłynęli z prac tworzonych aerografem. W latach sześćdziesiątych w świat sztuki wkroczyły tak zwane nowe media, które w swoich instalacjach jako jeden z pierwszych wykorzystał Nam June Paik. Z czasem artyści zaczęli używać ekranów telewizorów, fal radiowych, grafiki komputerowej, animacji czy wideo. Jednym z ciekawszych obecnie przykładów łączenia sztuki i myśli inżynieryjnej są prace Olafura Eliassona. Jego imponujące instalacje składają się z syntetycznych materiałów, takich jak lampy czy lustra. Artysta wykorzystuje mechanizmy percepcji, złudzeń optycznych i zależności między światłem i barwą, a następnie łączy je ze zjawiskami naturalnymi jak woda, ruch czy temperatura.</p>



<p>Wraz z rozwojem technologii pojawiają się kolejne eksperymenty artystyczne. Powstają instalacje przestrzenne tworzone za pomocą drukarek 3D. Jeszcze większą innowacją jest decyzja domu aukcyjnego Christie’s, który w 2018 roku sprzedał portret mężczyzny stworzony przez sztuczną inteligencję. Od pewnego czasu artyści zaczęli tworzyć w świecie wirtualnym. Obrazy malowane w przestrzeni VR tworzy choćby Anna Zhilyaeva, która sama tytułuje się „artystką immersyjną”. Z kolei Marina Abramović prezentuje internetowe narracje interaktywne, angażujące odbiorcę w zupełnie nowym wymiarze[przypis]<a href="https://wepresent.wetransfer.com/story/marina-abramovic-traces/">https://wepresent.wetransfer.com/story/marina-abramovic-traces/ (data dostępu: 21 listopada 2021).</a>[/przypis]. Wykorzystując nowe media, stworzyła twórczą formę performatywną online, która wciąga widza w opowieść o jej świecie i podejściu do życia. Specjalnie zaprojektowana strona internetowa stanowi kapsułę czasu przedmiotów, które artystka chciałaby zachować dla przyszłych pokoleń i które reprezentują wartości i idee uznane przez Abramović za kluczowe dla ludzkości. Dlatego dziś jeszcze wyraźniej wybrzmiewa postulat, by sztuka i technologia stały się nową jednością.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p> Nowe technologie mają potencjał empiryczny służący analizie relacji widza z dziełem.</p></blockquote></figure></p>



<p>Nie może zatem dziwić, że skoro nowości technologiczne przenikają do świata sztuki w procesie twórczym, muszą po nie sięgać także muzea. Aplikacje na telefon, kody QR, tablety i tablice interaktywne to rozwiązania stopniowo wprowadzane do celów dydaktycznych, choć to dopiero początek drogi – technologia pozwala obcować ze sztuką w nowatorski sposób. Muzea uruchamiają wirtualne przestrzenie wystawiennicze, poszerzając w ten sposób granice sztuki i czyniąc ją bardziej dostępną. Wielu możliwości dostarcza także VR, który pozwala odwiedzić wirtualne galerie, oraz technologia 360°, dająca sferyczny obraz widzianej przestrzeni wystawienniczej. Oba te narzędzia cyfrowe przenoszą widza do muzeum bez wychodzenia z domu. Proces ten przyśpieszył zresztą lockdown z początku 2020 roku, gdy wyraźnie wzrósł poziom digitalizacji kultury[przypis]M. Drabczyk, <em>Kultura w Sieci. Transformacja cyfrowa? </em>Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny, Fundacja EUscreen, Warszawa i Kraków 2020.[/przypis]. Ale prawdziwie interesującym zjawiskiem, wciąż nie dość znanym i sproblematyzowanym, jest nowy sposób wykorzystania technologii w badaniach nad sztuką, które pozwalałaby na lepsze zrozumienie procesu zachodzącego między dziełem a odbiorcą.</p>



<figure class="wp-block-image size-large wkolorze"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="1024" height="533" src="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.1-mapa-cieplna.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1024x533.jpg" alt="" class="wp-image-2062" srcset="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.1-mapa-cieplna.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1024x533.jpg 1024w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.1-mapa-cieplna.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-300x156.jpg 300w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.1-mapa-cieplna.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-768x399.jpg 768w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.1-mapa-cieplna.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1.jpg 1190w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ilustracja 1. Mapa cieplna. Źródło: opracowanie własne autorki</figcaption></figure>



<p>Do tej pory koncentrowano się na możliwości wykorzystania technologii w celu lepszej identyfikacji czy analizy dzieła. Konserwatorzy zabytków korzystają z osiągnięć nauki, aby chronić i odnawiać rzeźby lub obrazy: analizują pigmenty malarskie oraz dokonują renowacji z wykorzystaniem nieinwazyjnych technik radiograficznych czy jądrowych. <a>Badają dzieła za pomocą termowizji i sonografii w celu ustalenia optymalnych metod konserwatorskich lub potwierdzenia autentyczności dzieł sztuki. Z kolei w celu weryfikacji dzieła lub jego częściowej rekonstrukcji sięga się również po technologię sztucznej inteligencji. Niemniej za każdym z tych działań kryje się oddanie prymatu dziełu (rozumianemu materialnie). Tymczasem od kilkunastu lat wzrasta zainteresowanie współczesnych nauk humanistycznych szeroko pojętymi naukami kognitywnymi</a>[przypis]K. Zahorodna, <em>Neuroestetyka: sztuka a mózg</em> w: Percepcja. Między estetyką a epistemologią, pod red. Romana Konika, Damiana Leszczyńskiego. Studia Philosophica Wratislaviensia, Wrocław 2010.[/przypis], które kierują swoją uwagę na odbiorcę sztuki. Nowe technologie mają potencjał empiryczny służący analizie relacji widza z dziełem. Zdają się one dysponować obiektywnym aparatem wyjaśniającym i powtarzalnymi pomiarami, które poszukują uniwersalnych cech ludzkiej percepcji. Jedną z nauk wywodzących się z tego nurtu myślenia jest neuroestetyka. Można ją zdefiniować jako dział estetyki eksperymentalnej łączący kognitywistykę, psychologię, filozofię oraz neuronauki skupiające się na budowie i funkcjonowaniu systemu nerwowego. Za jej pioniera uznaje się Semira Zekiego, który definiował to pojęcie jako „badanie neuronalnych stanów, obecnych przy przeżywaniu i tworzeniu dzieł sztuki”[przypis]J. Bremer, <em>Neuroestetyka: czy przyszłość estetyki leży w neuronauce?</em> w: Estetyka i Krytyka 28 (1/2013) s. 9–28.[/przypis]. </p>



<p>Neuroestetyka jest więc dyscypliną poznawczą, która pragnie wyjaśniać zjawiska odpowiedzialne za percepcję dzieł sztuki. A ponieważ poszukuje neurobiologicznych podstaw przeżyć estetycznych, to sztukę postrzega jako fenomen warunkowany procesami zachodzącymi na poziomie neuronalnym. Zakłada, że przyjemność, jaką niesie akt odbioru i twórczości, jest możliwa dzięki strukturom ludzkiego mózgu odpowiedzialnym za widzenie i recepcję zmysłową. Naukowcy działający w tej dziedzinie śledzą zatem korelacje doświadczenia estetycznego z procesami zachodzącymi w mózgu. Obszarem ich zainteresowań jest również wpływ uszkodzeń neurologicznych na zmiany w twórczości artystycznej oraz badania ilościowe dotyczące zagadnień estetyki. Istnieje szereg narzędzi, które stosowane są obecnie przez neurobiologów. Technologia umożliwia śledzenie reakcji respondentów na bodźce wizualne poprzez sprawdzenie tętna (pulsometrem), reakcji skórno-galwanicznej (GSR), mimiki twarzy (facereading). Pozwala też na przeprowadzanie analiz przy wykorzystaniu rezonansu magnetycznego (fMRI), encefalogramu (EEG) oraz okulografu (eye-tracking). I choć każda z wymienionych metod pomiaru ma określone właściwości i wymagałby omówienia w oddzielnych tekstach, chciałabym się skupić na okulografii, która wydaje się niezwykle interesującym zagadnieniem dla badaczy sztuki. Nauka ta dąży do odkrycia praw określających piękno, a także do sprawdzenia zależności między subiektywnym doświadczaniem sztuki a procesami przetwarzania informacji zachodzącymi w mózgu.</p>



<figure class="wp-block-image size-large wkolorze"><img decoding="async" width="1024" height="534" src="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-2-ścieżki-skanowania-wzroku.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1024x534.jpg" alt="" class="wp-image-2066" srcset="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-2-ścieżki-skanowania-wzroku.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1024x534.jpg 1024w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-2-ścieżki-skanowania-wzroku.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-300x156.jpg 300w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-2-ścieżki-skanowania-wzroku.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-768x401.jpg 768w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-2-ścieżki-skanowania-wzroku.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1.jpg 1300w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ilustracja 2. Ścieżki skanowania wzroku. Źródło: opracowanie własne autorki</figcaption></figure>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Technologia eye-trackingu</strong></h2>



<p>Okulografia wychodzi z założenia, że widz spogląda na te części obiektu, na które zwrócił uwagę, o których myśli lub które mają dla niego jakieś znacznie. Dlatego sposób patrzenia odzwierciedla sposób myślenia wzrokowego, a parametry trajektorii ruchu gałek ocznych można zinterpretować jako wskaźniki procesów umysłowych[przypis]P. Francuz, <em>Imagia w kierunku neurokognitywnej teorii obrazu</em>, Wydawnictwo KUL, Lublin 2013.[/przypis]. Żeby prześledzić ścieżkę wzroku badanego i dokonać analizy sposobu patrzenia na oglądany bodziec wizualny, ruch źrenic jest rejestrowany za pomocą stacjonarnie zamontowanych w monitorze odbiorników podczerwieni lub przez niewielkie kamery, wbudowane w specjalne gogle. Następnie odpowiednie oprogramowanie nanosi ścieżkę spojrzeń na kadr prezentujący oglądany bodziec. W ten sposób można zweryfikować, które elementy przykuły największą uwagę widza. Skuteczną metodą wizualizacji intensywności skupienia wzroku na danym obiekcie są mapy cieplne (il. 1). Zazwyczaj są one wyświetlane z wykorzystaniem kolorowego gradientu na prezentowanym obrazie lub bodźcu. Kolory czerwony, żółty i zielony reprezentują w porządku malejącym liczbę punktów spojrzenia, które zostały skierowane na te części obrazu. Kolejność postrzegania poszczególnych obszarów ilustrują ścieżki skanowania (il. 2), zaś fragmenty, które przyciągają największą uwagę, określają obszary zainteresowania (il. 3).</p>



<p>Kolejne dane, których dostarcza okulografia i które wiążą się z fizjologią oka, to fiksacje i sakady. Te pierwsze wskazują na czas skupienia wzroku na określonym punkcie oglądanego obrazu, a drugie – pokazują zmiany kierunków patrzenia między fiksacjami. Ponieważ fiksacje są skorelowane z uwagą wizualną, wskazują, na czym odbiorca skupia się w danym momencie. W oparciu o ich rozkład można więc opisać wzór uwagi wzrokowej uczestnika badania. Na przykład znając globalny czas fiksacji, można ocenić poziom zainteresowania dziełem lub potrzebę zrozumienia niejasnego elementu[przypis]Tamże.[/przypis]. Z kolei częstotliwość fiksacji będzie sugerowała ukierunkowanie uwagi na określony fragment ze względu na potrzebę rozpoznania skomplikowanego, trudnego do odczytania obiektu. Sakady zaś opisują długość ścieżki skanowania, jej średnią amplitudę i prędkość.&nbsp;Jak się okazuje, długość ścieżki ma wpływ na poziom zaangażowania widza i przyjmuje się, że podczas oceny estetycznej obrazu aktywność okoruchowa znacznie wzrasta[przypis]K. Holmqvist, M. Nyström, R. Andersson, <em>Eye Tracking A Comprehensive Guide to Methods and Measures,</em> Journal of Chemical Information and Modeling 53/9, 2013.[/przypis].</p>



<figure class="wp-block-image size-large wkolorze"><img decoding="async" width="1024" height="353" src="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1-1024x353.jpg" alt="" class="wp-image-2068" srcset="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1-1024x353.jpg 1024w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1-300x103.jpg 300w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1-768x265.jpg 768w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1-1536x529.jpg 1536w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/il.-3-obszary-zainteresowanie.-Źródlo-opracowanie-wlasne_1-1.jpg 1741w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Ilustracja 3. Obszary zainteresowania. Źródło opracowanie własne autorki</figcaption></figure>



<p>Eye tracking w pierwszej kolejności zaczęto stosować w badaniach marketingowych. Pomiary służą do sprawdzania zachowań konsumenckich i skuteczności reklamy. Jednak okulografia może również posłużyć do odkrywania praw określających piękno, a także do sprawdzenia zależności między subiektywnym doświadczaniem sztuki a procesami przetwarzania informacji zachodzącymi w mózgu. Zastosowanie znalazła więc także w przestrzeni muzealnej.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Pomiary i informacje o fragmentach dzieł, które przykuwają uwagę widzów, mogą być przydatne chociażby przy tworzeniu opisów obrazów i katalogów wystaw.</p></blockquote></figure></p>



<p>W 2010 roku muzeum Tate Modern postanowiło odrestaurować XIX-wieczny obraz Johna Martina „Zniszczenie Pompei i Herkulaneum”. Aby ustalić sposób naprawy dzieła, przeprowadzono analizy porównawcze uwagi wzroku przy różnych formach rekonstrukcji cyfrowej. W ten sposób oceniano, czy pęknięcie lub utrata fragmentu obrazu przykuje uwagę widza. Sposób, w jaki badani przyglądali się różnym wizualizacjom końcowego efektu, był uwzględniany przed podjęciem kosztownej i czasochłonnej pracy nad oryginalną wersją dzieła. Badania wykazały, że nie trzeba odtwarzać całej jego powierzchni (co oznaczało by też silną ingerencję konserwatora), a jedynie kilka silnych punktów, decydujących o czytelności jego struktury[przypis][1] T. Smith, S. Maisey, P. Smithen, A. Vilaro <em>Recovering from destruction: the conservation, reintegration and perceptual analysis of a flood-damaged painting by John Martin</em>, ICOM-CC 16th Triennal Conference, 2011, <a href="https://1library.net/document/zggow0nz-recovering-destruction-conservation-reintegration-perceptual-analysis-damaged-painting.html">https://1library.net/document/zggow0nz-recovering-destruction-conservation-reintegration-perceptual-analysis-damaged-painting.html</a> (data dostępu: 21 listopad 2021).[/przypis]. Okulografię stosuje się także w akademickich badaniach sztuki. Daje ona możliwość sprawdzenia teorii widzenia opracowanych przez naukowców, ale również przez artystów. I choć swoje przemyślenia na temat patrzenia na dzieło spisywali: Leonardo da Vinci, Władysław Strzemiński, Wassily Kandinsky, Paul Cezanne czy Bridget Riley, a także teoretycy: Heinrich Wölfflin i E.H. Gombrich – by przypomnieć tylko najbardziej znane teorie – to nierzadko dopiero współczesne narzędzia dają możliwość przetestowania ich tez. Ponadto bada się odbiór sztuki abstrakcyjnej, uwagę wzrokową w muzeum u dzieci czy wpływ znajomości tytułu dzieła na jego odbiór. W Polsce badania w nurcie neuroestetyki prowadził między innymi Piotr Francuz, sprawdzając korelaty piękna[przypis]P. Francuz, <em>Imagia…</em>[/przypis]. Badania pilotażowe zrealizował z kolei Łukasz Kędziora, który bada zastosowanie okulografii dla historyków sztuki. Z jego obserwacji wynika, że pomiary i informacje o fragmentach dzieł, które przykuwają uwagę widzów, mogą być przydatne chociażby przy tworzeniu opisów obrazów i katalogów wystaw[przypis]Ł. Kędziora, <em>Jak wykorzystywać okulografię w muzeum– przyczynek do dyskusji</em>. w: <em>Sztuka i kultura,</em> tom 4, 2016.[/przypis].</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Okulografia w Zachęcie: wady i zalety badań terenowych</strong></h2>



<p>Możliwości i zastosowanie eye trackingu przedstawię bardziej szczegółowo na przykładzie badań socjologicznych zrealizowanych przeze mnie w 2021 roku w Zachęcie w trakcie wystawy „Rzeźba w poszukiwaniu miejsca”[przypis]Badania mogły się odbyć dzięki życzliwości kuratorki wystawy „Rzeźba w poszukiwaniu miejsca” Anny Marii Leśniewskiej oraz dyrekcji Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie.[/przypis]. Celem badania było poznanie przebiegu i uwarunkowań odbioru polskiej sztuki współczesnej przy zastosowaniu tradycyjnych i nowoczesnych technik badawczych. Tradycyjne narzędzia zostały wprowadzone, aby określić profil społeczno-demograficzny badanych, ich aktywność kulturalną oraz poziom wiedzy o sztuce. Wspomniane czynniki wpływają na sposób odbioru i poziom zrozumienia dzieła (opisywali je m.in.: Pierre Bourdieu, Stanisław Ossowski, Antonina Kłoskowska, Bogusław Sułkowski, Anna Matuchniak-Krasuska). Przeprowadzone wywiady weryfikowały potoczny odbiór sztuki, sprawdzały odczucia widza, jego preferencje estetyczne i sposób rozumienia dzieła. Z kolei dzięki mobilnym eye trackerom Pupil Labs Invisible zarejestrowano sposób oglądania prac na poziomie fizjologicznym. I – zgodnie z główną tematyką tego tekstu – omówię tu przede wszystkim kwestie związane z zastosowaniem współczesnej techniki zbierania danych.</p>



<p>W tradycyjnych badaniach, niewspierających się techniką eye trackingu, aby obserwować poruszanie się odbiorców sztuki w określonej przestrzeni, badacz musiał być obecny w sali i osobiście przyglądać się zachowaniu badanych. Notował, ile osób zatrzymało się przy danym obrazie, ile przeczytało tabliczkę z tytułem oraz mierzył czas spędzony przed eksponatem. Tymczasem nagranie z zamontowanej w okularach kamery rejestruje punkt widzenia odbiorcy, pozwalając odtworzyć jego sposób patrzenia i przemieszczania się, śledzić zachowanie jednostki, określić dokładny czas spędzony w całej sali oraz przed poszczególnymi dziełami. Dzięki materiałom wideo można sprawdzić wszelkie prawidłowości: na co zwracano uwagę, a co ignorowano, ile czasu poświęcano na obejrzenie pracy, a ile na przeczytanie tabliczki. Nagranie z kamery z time codem pozwala na wielokrotne odtwarzanie, co ułatwia dokonanie dogłębnej analizy. Materiał stanowi więc świadectwo zachowań w określonym miejscu czy środowisku i może być uzupełnieniem tradycyjnej obserwacji badacza. Ponadto wersja mobilna urządzenia pozwala sprawdzić zachowanie odbiorcy w warunkach naturalnych, czyli bezpośrednio w muzeum[przypis]Istnieje wersja stacjonarna eye trackingu, badająca spojrzenie padające na reprodukcje z ekranu komputera, jednak dla jakości badań istotne było, aby stworzyć jak najbardziej naturalne warunki i utrzymać właściwą jakość i rozmiar prac.[/przypis].</p>



<p>Intuicyjnie można stwierdzić, że obejrzenie reprodukcji dzieła nie będzie tym samym, czym byłoby oglądanie go w wersji oryginalnej. Potwierdzają to też badania, w których stwierdzono, że bezpośredni kontakt ze sztuką jest w tym wypadku bardziej angażujący emocjonalnie i poznawczo[przypis]D. Brieber, M. Nadal, H. Leder, <em>In the white cube: Museum context enhances the valuation and memory of art</em>, „Acta Psychologica”, t. 154, 2015, s. 36–42.[/przypis]. Badani są bardziej zmotywowani i zaabsorbowani, oglądają dzieła dłużej niż na monitorze[przypis]C. Carbon, <em>Art perception in the museum: How we spend time and space in art exhibitions</em>, i-Perception 2017.[/przypis]. Ponieważ są zaangażowani motorycznie i poruszają się w przestrzeni wystawienniczej, są też w stanie zapamiętać więcej eksponatów, kojarząc ich rozmieszczenie. Ostatecznie badania w instytucji cechują się większą trafnością ekologiczną, co oznacza, że można je odnieść do sytuacji naturalnej poza laboratorium, a wizyta w muzeum pobudza proces kognitywny i afektywny w percepcji sztuki, dzięki czemu jakość wyników jest wyższa niż w warunkach laboratoryjnych.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>W&nbsp;tradycyjnych badaniach, niewspierających się techniką eye trackingu, aby obserwować poruszanie się odbiorców sztuki w&nbsp;określonej przestrzeni, badacz musiał być obecny w&nbsp;sali i&nbsp;osobiście przyglądać się zachowaniu badanych.</p></blockquote></figure></p>



<p>Nagrania mogą również posłużyć do przetestowania przestrzeni i aranżacji wystawy pod kątem jej użyteczności. Analiza tak zwanego <em>visitor experience</em> wykazuje efektywność rozmieszczenia obiektów i sprawdza bodźce, które oddziałują na widza podczas wizyty w muzeum. Przez obserwację procesów poznawczych zgłębiane jest doświadczenie odbiorcy. Wyniki badań mogą wskazać, jak dostosować ekspozycję i zoptymalizować przestrzeń całego muzeum, a tym samym polepszyć jakość kontaktu ze sztuką i rozwinąć potencjał samej instytucji. Podczas badań w Zachęcie część respondentów zauważyła na przykład, że jedna z instalacji umieszczonych w gablocie była niedoświetlona. Potwierdziły to nagrania, na których widać szybkie ruchy głowy i próby obejrzenia pracy pod różnym kątem. Dodatkowy problem sprawiały refleksy w szybie, które utrudniały odbiór dzieła bez względu na wzrost badanego.</p>



<p>Mimo licznych zalet technologia ta ma również słabe strony. Nie każde gogle będą prawidłowo działały, gdy respondent nosi okulary korekcyjne. Tak było w przypadku trackerów wykorzystanych w Warszawie, co wykluczyło z badania osoby z wadą wzroku. Jedyną alternatywą w tej sytuacji były szkła kontaktowe. Prawidłowa kalibracja sprzętu może być również zaburzona w momencie, gdy respondent poprawi gogle podczas badania. W takim wypadku ścieżka wzroku może zostać przesunięta w stosunku do realnej kolejności spojrzeń. Szykując pomiary, należało również wziąć pod uwagę kilka kwestii technicznych, które mogłyby zaważyć na powodzeniu badań, jak na przykład prawidłowa aktualizacja oprogramowania systemu. Duże znaczenie mają również warunki realizacji eksperymentu. Jakość oświetlenia wystawy będzie miała przełożenie na jakość nagrania, a co za tym idzie – &nbsp;na dokładność zebranych danych. Trudno więc byłoby badać wystawy, które z założenia mają skromne oświetlenie punktowe lub eksponują projekty w półmroku. Przykładem może być chociażby trwająca w tym samym czasie w Zachęcie wystawa Joanny Rajkowskiej „<em>Rhizopolis” </em>– instalacja imitująca podziemny schron, w którym światło delikatnie zarysowywało korzenie drzew. Znaczenie ma więc ogólna infrastruktura wystawy. Niewskazane będą też wąskie korytarze, niewielkie pomieszczenia czy załamania ścian. Zwiedzający wystawę nie powinni oglądać prac pod kątem, a raczej stać naprzeciwko obiektu. Z kolei rozmieszczenie dzieł blisko siebie powoduje rozkojarzenie spojrzenia, które bezładnie ślizga się po wszystkich bodźcach. Realizując właściwe badania, powinno się zatem zaplanować usytuowanie prac w taki sposób, aby respondent mógł stanąć dokładnie przed obrazem, a jego uwaga nie była rozpraszana przez dodatkowe elementy wystawy. Ściany powinny być jednolite i równo oświetlone. Warto też uczulić zwiedzających, aby oglądali prace z podobnej odległości, aby można było zbadać zbiorczo ich spojrzenia podczas analizy. To naturalne, że zwiedzający chce obejrzeć obiekt pod różnymi kątami lub znacznie się do niego zbliżyć i poznać jego pełną topografię. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="1024" height="685" src="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-1024x685.jpg" alt="" class="wp-image-2782" srcset="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-1024x685.jpg 1024w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-300x201.jpg 300w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-768x513.jpg 768w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-1536x1027.jpg 1536w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/sztuka2-2048x1369.jpg 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption">Fot. Materiały autorki.</figcaption></figure>



<p>Niestety, z perspektywy opracowania badań jest to sytuacja, która wyklucza ciągłość obserwacji i możliwość przeprowadzenia jednej, spójnej analizy. Także dynamiczny ruch respondenta może spowodować rozmycie ostrości obrazu. Kończąc oglądać jedno dzieło, kierujemy wzrok ku następnemu i przesuwamy się w jego stronę. W ten sposób pierwsze, bardzo istotne dla badania sekundy oglądania eksponatu odbywają się w ruchu, który rozmywa obraz. W tym wypadku zamieszczanie punktów fiksacji na zdjęciu jest obarczone dużym błędem lub w ogóle nie jest możliwe. Należy wtedy rozważyć samodzielne nałożenie spojrzeń na obraz. Takie działanie wymaga jednak niezwykłej precyzji i łatwo prowadzi do manipulacji, ponieważ jest w pewnym stopniu ingerencją badacza w otrzymane wyniki. Procedura ta wymaga dokładnego ustalenia punktu patrzenia i naniesienia go na analizowany obiekt. Jest to żmudna i czasochłonna praca, niezbędna jest przy tym rozwinięta umiejętność myślenia przestrzennego. Jak widać, badania terenowe obarczone są dużym ryzykiem błędów, ponieważ sposób użytkowania sprzętu i warunki są mniej kontrolowane niż w badaniach stacjonarnych. Należy w tym wypadku zwrócić uwagę na wiele elementów, które mogą zaważyć na jakości badania: od samego nałożenia okularów, przez zapewnienie odpowiednich warunków zwiedzania wystawy, aż po nadzór nad prawidłowym funkcjonowaniem oprogramowania i obróbką danych. Niedopatrzenia mogą rzutować na dalsze procedury i zaniżyć jakość całego pomiaru. Takie zadanie wymaga od badacza biegłości w użytkowaniu sprzętu, a liczba nieprzewidzianych problemów technicznych zobowiązuje do gotowości na alternatywne rozwiązania.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Technologia dla humanisty</strong></h2>



<p>Rozważania na temat tej innowacyjnej technologii zmuszają do zwrócenia uwagi na jeszcze jedną istotną kwestię. Okulografia wydaje się dostarczać wielu szczegółowych danych: jak patrzono na dany obiekt, z jaką frekwencją i częstotliwością, które elementy dzieła zwracały największą uwagę, a którym poświęcono najwięcej czasu. Informacje te jednak nie odpowiedzą na pytanie: Dlaczego tak się właśnie dzieje? Co jest tego przyczyną i jakie są tego konsekwencje?</p>



<p>Aby dokonać głębszej analizy, należałoby zastosować triangulację technik badawczych i sięgnąć po tradycyjne metody jakościowe. Przytłaczająca część wyników publikowanych przez neuropsychologów sprowadza się tylko do analiz wariancji i korelacji Pearsona. Z reguły są to bardzo interesujące odkrycia. Brakuje w nich jednak humanistycznego podejścia, skupiającego się na jakościowych doznaniach odbiorcy, oraz refleksji na temat powodów uzyskania określonych danych.</p>



<p>Na wystawie „Rzeźba w poszukiwaniu miejsca” pytałam respondentów o ich wrażenia, doznania emocjonalne i interpretacje badanych dzieł. Miałam nadzieję na bardziej wnikliwe zrozumienie procesu percepcji sztuki i przeżycia estetycznego, również w odniesieniu do doświadczenia hermeneutycznego. Oczywiście uzyskane z trackerów dane pomagają w poszukiwaniach okoruchowych korelatów doświadczenia estetycznego, jednak w kontekście badania sztuki omawiana technologia ma raczej charakter <a>wspierający i wymaga uzupełnienia za pomocą danych jakościowych.</a> Ale i tak wydaje się ona niezwykle bogata poznawczo. Nowy paradygmat kognitywistyczny stara się odpowiedzieć na pytania od dawna zadawane przez tradycyjne dyscypliny naukowe, a połączenie tego spojrzenia z innymi technikami stanowi interesującą i dogłębną próbę przeanalizowania ludzkich doznań. Można by się też zastanowić, czy badanie percepcji sztuki w kontekście uwarunkowań neuronalnych nie jest obarczone swojego rodzaju redukcjonizmem. Odbiór i związany z nim proces intelektualny i duchowy sprowadzone zostają do kilku własności fizycznych, a stany mentalne i fizyczne zostają uproszczone i utożsamione[przypis]K. Żuk, <em>Spór o paradygmat kognitywistyczny w badaniach nad umysłem</em> w: Miscellanea Anthropologica et Sociologica 12, 2011, s. 31-38.[/przypis]. Aby temu zapobiec, warto poszerzyć perspektywę badawczą, nadając jej bardziej humanistyczny wymiar, o którym wspomniano wcześniej. W takiej sytuacji maleje ryzyko, że „szkiełko i oko” naukowca zupełnie pozbawi widza „czucia i wiary”, czyli głębi emocjonalnego przeżywania pięknych dzieł. Wtedy też zastosowanie technologii w naukach społecznych stanie się istotnym wsparciem procesu nabywania wiedzy o świecie i kolejnym sposobem na wyjaśnienie bardzo skomplikowanego zjawiska, jakim jest percepcja sztuki.</p>



<p>Artykuł został przygotowany na podstawie projektu badawczego finansowanego w ramach programu Ministra Edukacji i Nauki pod nazwą „Regionalna Inicjatywa Doskonałości” w latach 2019–2023, nr projektu 023/RID /2018/19, kwota finansowania 11 865 100 zł.</p>



<p><br></p>



<p class="meta-tytul mt-5">Bibliografia</p><div class="meta-biblio"></p>



<p><strong>Adamczyk Agnieszka</strong>, <em>Refleksja nad problemami neuroestetyki na tle pojęcia piękna</em>, W: <em>Oblicza kultury współczesnej – nowe kierunki</em>, Wydawnictwo Naukowe TYGIEL, Lublin 2018, s. 7–16.</p>



<p><strong>Bremer Józef</strong>, <em>Neuroestetyka: czy przyszłość estetyki leży w neuronauce?</em> W: <em>Estetyka i Krytyka </em>28 (1/2013), s. 9–28.</p>



<p><strong>David Brieber, Marcos Nadal, Helmut Leder</strong>, <em>In the white cube: Museum context enhances the valuation and memory of art</em>, W: <em>Acta Psychologica</em>, t. 154, 2015, s. 36<a>–</a>42.</p>



<p><strong>Carbon Claus-Christian</strong>, <em>Art perception in the museum: How we spend time and space in art exhibitions</em>, i-Perception, 2017, <a href="https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/2041669517694184">https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/2041669517694184</a> (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Cetera Natalia, Janus Aleksandra</strong>, <em>Kultura w pandemii. Raport z badania</em>, Fundacja Centrum Cyfrowe, <a href="https://centrumcyfrowe.pl/raport-kultura-w-pandemii/">https://centrumcyfrowe.pl/raport-kultura-w-pandemii/</a> (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Drabczyk Maria</strong>, <em>Kultura w Sieci. Transformacja cyfrowa? </em>Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny, Fundacja EUscreen, Warszawa i Kraków, 22 maja 2020 r.</p>



<p><strong>Duchowski Andrew</strong>, <em>Eye Tracking Methodology: Theory and Practice</em>, Springer 2017</p>



<p><strong>Elgammal, Ahmed</strong>, <em>AI Is Blurring the Definition of Artist: Advanced algorithms are using machine learning to create art autonomously</em>. W: <em>American Scientist</em>, vol. 107, no. 1, Jan.–Feb. 2019. link.gale.com/apps/doc/A579092374/AONE?u=anon~eecbaba2&amp;sid=googleScholar&amp;xid=d27ec213 (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Elgammal Ahmed, Kang Yan, Leeuw Milko Den</strong>, <em>Picasso, Matisse, or a Fake? Automated Analysis of Drawings at the Stroke Level for Attribution and Authentication</em>. <a href="https://authenticationinart.org/pdf/literature/ai-brushstroke-recognition.pdf">https://authenticationinart.org/pdf/literature/ai-brushstroke-recognition.pdf</a> (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Francuz Piotr</strong>, <em>Imagia w kierunku neurokognitywnej teorii obrazu</em>, Wydawnictwo KUL, Lublin 2013.</p>



<p><strong>Holmqvist Kenneth, Nyström Marcus, Andersson Richard,</strong> <em>Eye Tracking A Comprehensive Guide to Methods and Measures</em> Journal of Chemical Information and Modeling 53/9, 2013.</p>



<p><strong>Aleksandra Kargul, </strong><em>Historia sztuki a nauki o poznaniu – status dyscypliny w obliczu procesu kognitywizacj</em>i. Instytut Historii Sztuki, Wydział Historyczny UAM w Poznaniu.</p>



<p><strong>Kędziora Łukasz</strong>, <em>Jak wykorzystywać okulografię w muzeum</em> <em>– przyczynek do dyskusji</em>. W: <em>Sztuka i kultura,</em> tom 4, 2016.</p>



<p><strong>Smith, Maisey, Smithen, Vilaro</strong> <em>Recovering from destruction: the conservation, reintegration and perceptual analysis of a flood-damaged painting by John Martin</em>, ICOM-CC 16th Triennal Conference, 2011, &nbsp;<a href="https://1library.net/document/zggow0nz-recovering-destruction-conservation-reintegration-perceptual-analysis-damaged-painting.html">https://1library.net/document/zggow0nz-recovering-destruction-conservation-reintegration-perceptual-analysis-damaged-painting.html</a> (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Zahorodna Katarzyna</strong>, <em>Neuroestetyka: sztuka a mózg</em> w: <em>Percepcja. Miedzy estetyką a epistemologią</em>, red. Roman Konik,Damian Leszczyński, Wrocław 2010.</p>



<p><strong>Zawadzki Przemysław</strong>, Refleksja nad problemami neuroestetyki na tle pojęcia piękna, W: <em>Oblicza kultury współczesnej: nowe kierunki</em>, Wydawnictwo Naukowe Tygiel, Lublin 2018, s. 7–16.</p>



<p><strong>Zhao Ming, Jin Lingling</strong>, <em>A Re-presentation of the Chinese Traditional Art by the VR Technology in the Digital Age: Taking Mogao Grottoes in Dunhuang as an Example</em>. W: J<em>ournal of Physics: Conference Series 1961</em>, 2021, https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1742-6596/1961/1/012075 (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p><strong>Żuk Krzysztof</strong>, <em>Spór o paradygmat kognitywistyczny w badaniach nad umysłem</em>, W: Miscellanea Anthropologica et Sociologica 12, 2011, s. 31–38.<a href="https://www.theguardian.com/science/blog/2011/oct/03/vision-science-john-martin-destruction">https://www.theguardian.com/science/blog/2011/oct/03/vision-science-john-martin-destruction</a> (data dostępu: 21.11.2021).</p>



<p></div>
<p>Artykuł <a href="https://kalejdoskopkultury.pl/okulografia-w-swiecie-sztuki/">Szkiełko i oko. Okulografia w świecie sztuki</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kalejdoskopkultury.pl">Kalejdoskop Kultury</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Humanistyka w mieście. O Stefanii Skwarczyńskiej</title>
		<link>https://kalejdoskopkultury.pl/humanistyka-wg-skwarczynskiej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Majewski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Dec 2021 19:35:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Artykuły naukowe]]></category>
		<category><![CDATA[akademia]]></category>
		<category><![CDATA[badania]]></category>
		<category><![CDATA[filologia polska]]></category>
		<category><![CDATA[humanistyka]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[nauka]]></category>
		<category><![CDATA[Prace Polonistyczne]]></category>
		<category><![CDATA[Stefania Skwarczyńska]]></category>
		<category><![CDATA[teoria literatury]]></category>
		<category><![CDATA[Wolna Wszechnica Polska]]></category>
		<category><![CDATA[wspólnota]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kalejdoskopkultury.pl/?p=2349</guid>

					<description><![CDATA[<p>Sytuacja niedopasowania między wyłaniającymi się instytucjami szkolnictwa wyższego, światem nauki i otoczeniem społecznym nie jest zagadnieniem marginalnym. Nie jest też często dyskutowana. </p>
<p>Artykuł <a href="https://kalejdoskopkultury.pl/humanistyka-wg-skwarczynskiej/">Humanistyka w mieście. O Stefanii Skwarczyńskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kalejdoskopkultury.pl">Kalejdoskop Kultury</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><span class="meta-lead lead">Jeśli pole wiedzy naukowej jest relatywnie otwarte, a humaniści współtworzą szersze społeczne obiegi wiedzy, mogą zostać wypchnięci z własnego środowiska – jako popularyzatorzy, edukatorzy etc. Chyba, że ich praca na rzecz społecznych obiegów wiedzy uwiarygadnia ich w takim stopniu, że społeczeństwo daje im glejt zaufania na ich humanistyczne „czyste badania”. Równolegle te zaawansowane badania akademickie potwierdzają ich miejsce jako zaangażowanych społecznie akademików w polu nauki instytucjonalnej.</span></p>



<h2 class="wp-block-heading" id="i">I.</h2>



<p>Sytuacja niedopasowania pomiędzy wyłaniającymi się instytucjami szkolnictwa wyższego, światem nauki i otoczeniem społecznym nie jest zagadnieniem marginalnym. Nie jest też zagadnieniem często podejmowanym ani dyskutowanym. Zbliżony charakter ma pytanie o możliwe relacje pomiędzy wiedzą naukową a szerszymi obiegami wiedzy kulturowej. Tego ostatniego trudno sobie nie zadawać, myśląc o procesie kształtowania się w przedwojennej Łodzi oddziału Wolnej Wszechnicy Polskiej[przypis]Zob. <em>Wolna Wszechnica Polska w Łodzi</em> (sygnowane: cet), „Prace Polonistyczne” 1937, tom I, nakładem Koła Polonistów w Łodzi z zasiłku Zarządu Miejskiego w Łodzi, s. 392–397.[/przypis], który stanowił <em>de facto</em> pierwszą instytucję otwierającą możliwości dla humanistyki akademickiej w ośrodku wielkoprzemysłowym.</p>



<p>W starych, tradycyjnych ośrodkach akademickich, w specyficznej przestrzeni uniwersyteckiej profesorowie korzystali z symbolicznego wsparcia, z pewnej ramy, która potwierdzała ich autorytet jako osób uprawnionych do przekazywania wiedzy. Działała tutaj także reguła polegająca na nadawaniu sankcji miarodajnej wiedzy temu, co przekazuje i egzekwuje jako wiedzę profesor występujący w roli angażującej jego własny statusowy autorytet. W kręgach mieszczaństwa i inteligencji zasady te nie były na ogół podważane. Istnieją różne poziomy tego symbolicznego wsparcia wykładowców jako osobowych „instancji wiedzy”. Nie zawsze przemawia się przecież <em>ex cathedra</em>, w niektórych sytuacjach dopuszczalne są formy komunikacji mniej formalnej. Profesorski status zamarkowany jest jednak już na poziomie języka – rozwiniętego kodu analitycznego, formy wypowiedzi, która dla tych, którzy jej nie opanowali swobodnie, nie tyle komunikuje coś precyzyjniej, co oznacza „uogólnioną kompetencję”. Kiedy próbuje się przekazywać wiedzę poza matecznikiem akademickim i poza ścisłym kręgiem inteligenckim osób z solidnym kapitałem kulturowym – trzymanie się tych samych zasad może okazać się społecznie kosztowne. Tymczasem skuteczność komunikacyjna, jeśli uznać, że to ona jest priorytetem, zaowocować może przemodelowaniem relacji pomiędzy różnymi formami dyskursu – być może utwierdzając uczestników procesu edukacyjnego w przekonaniu, że źródłem wartościowej wiedzy nie zawsze bywają profesjonalne instytucje akademickie.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" decoding="async" width="843" height="1024" src="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa-843x1024.jpg" alt="" class="wp-image-2680" srcset="https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa-843x1024.jpg 843w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa-247x300.jpg 247w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa-768x932.jpg 768w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa-1265x1536.jpg 1265w, https://kalejdoskopkultury.pl/wp-content/uploads/2021/12/3_1_0_10_3424_237871aaaaa.jpg 1500w" sizes="(max-width: 843px) 100vw, 843px" /><figcaption> Wolna Wszechnica Polska przy ulicy Nowo-Targowej w Łodzi. Zdjęcie przedwojenne. „Ilustrowany Kurier Codzienny” . Archiwum Ilustracji. Fot. NAC, sygnatura: 3/1/0/10/3424.</figcaption></figure>



<p>Współcześnie mamy tendencję do zamykania oczu na pokrewny problem społecznej asymetrii „form wiedzy”. Świadczy o tym choćby traktowanie jako precedensu sytuacji odmowy uznania wiedzy medycznej wirusologów za pełnowartościową wiedzę przez tych, którzy środowisko rodzinno-sąsiedzkie lub własne otocznie medialne potraktowali jako prawomocny „system kognitywnych odniesień” przy odmowie szczepień. Nie wiadomo, na ile słusznie, ale w obiegowych narracjach eksperckich cała rzecz tłumaczona jest „deficytami w edukacji”, tj. brakiem fachowej wiedzy. Nie podejmuje się natomiast dalej idącej dyskusji nad tym, czy różne formy powiązań społecznych (nieformalne grupy, asocjacje, subkultury, kultury regionalne) nie obiektywizują się pośrednio w różnych, mniej lub bardziej domkniętych na to, co wobec nich zewnętrzne, „stylach poznawczych”. W latach 70. minionego wieku Basil Bernstein, analizując procesy transmisji kultury w makrostrukturach społecznych, posługiwał się pojęciem „kodu”, bardzo specyficznie rozumianego jako przyswajana w sposób niejawny zasada regulatywna, która selekcjonuje do komunikacji w grupie określone znaczenia, podpowiada formy językowej realizacji oraz hierarchizuje przypisane do nich konteksty, określając, co jest własne, a co niezobowiązujące i zewnętrzne[przypis]B. Bernstein, <em>Odtwarzanie kultury</em>, wybór i oprac. A. Piotrowski, przeł. I wstępem opatrzył Z. Bokszański, A. Piotrowski, Warszawa 1990, s. 222–225.[/przypis]. Bernstein zwrócił uwagę na znaczenie „odmian kontekstu przekazywania” w ramach procesu transmisji wiedzy i odróżnił ten poziom od dającej się odczuć i stopniować „izolacji pomiędzy dyskursami”[przypis]Tamże, s. 226–229.[/przypis]. Pierwszy poziom dotyczy istnienia odmiennych form kontaktów społecznych, poziom drugi odnosi się do milczących reguł klasyfikacji, jakie podtrzymuje zachowywanie izolacji pomiędzy różnymi „formami dyskursu” (wliczając oddzielenie dyskursów wiedzy naukowej i potocznej). Zmiana w zakresie stopnia izolacji dyskursów prowadzi do zmian w obrębie „milczących zasad klasyfikacji” form wiedzy – co przekłada się następnie na zmiany w zakresie społecznego podziału pracy i prowadzi do przemodelowania władzy symbolicznej: osłabienia, wzmocnienia bądź przetasowania hierarchii.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Kiedy przyglądamy się wyłanianiu się humanistyki akademickiej w zdecydowanie dłuższej perspektywie czasowej, widoczne staje się, że okres jej instytucjonalnej autonomii jest w Polsce raczej krótką historyczną pauzą niż epistemologiczną normą.</p></blockquote></figure></p>



<p>Kontekst pragmatyczny – układ zmiennych relacji łączących poziom wiedzy akademickiej z szerszym uniwersum wiedzy kulturowej – pozostaje w sposób szczególny ważną ramą odniesienia na pograniczu humanistyki i nauk społecznych; szczególnie w tych regionach kulturowo-geograficznych, gdzie w samych kręgach inteligenckich nie dominuje immunizująca&nbsp;na tę problematykę tradycyjna humanistyczna kultura umysłowa. W takich miejscach, do których bez wątpienia należała przedwojenna i powojenna Łódź, poszukiwanie legitymizacji dla wiedzy humanistycznej może wymiernie zmienić jej założenia i pojęciowy kształt – co pokaże dalej przypadek uprawiania humanistyki w mieście nieakademickim w okresie międzywojennym, przedstawiony na przykładzie postawy Stefani Skwarczyńskiej.</p>



<p>Kiedy przyglądamy się wyłanianiu się humanistyki akademickiej w zdecydowanie dłuższej perspektywie czasowej niż ta powyżej zarysowana, widoczne staje się, że okres jej instytucjonalnej autonomii, to znaczy czas zajęcia się własnymi wewnętrznymi zagadnieniami pojęciowymi, teoretycznymi, metodologicznymi w głębokim zdystansowaniu do kursujących na zewnątrz Akademii społecznych przekonań, jest w Polsce raczej krótką historyczną pauzą niż epistemologiczną normą. Wystarczy przypomnieć XIX-wieczną tradycję służebności inteligencji wobec kultury społeczeństwa politycznie zniewolonego, pozbawionego osłony w postaci własnych instytucji publicznych, w tym naukowych[przypis]Jestem świadomy, że historii społecznej polskiej inteligencji i socjologii historycznej instytucji akademickich, samej tylko drugiej połowy XIX wieku, uwzględniając specyfikę każdego z trzech zaborów, nie sposób zamknąć w tej uproszczonej formule. W stwierdzeniu powyższym nie chodzi mi więc o to, że literalnie nie istniała ani jedna polska instytucja naukowa – od lat 70. XIX w. w Krakowie i we Lwowie były polskie uniwersytety. Prawdą jest jednak również, że były one jedynymi takimi ośrodkami akademickimi dla całego dawnego terytorium polskojęzycznego.&nbsp; Podobnie, że – po likwidacji Uniwersytetu Wileńskiego i Warszawskiego – przez system studiów wyższych młodzież polska w Imperium Rosyjskim przechodziła w Dorpacie, Kijowie, Kazaniu, Moskwie, Petersburgu. Chodzi mi jednak przede wszystkim o habitualne „długie trwanie” przeniesione na poziom strukturalny kultury. Ma tutaj ogromne znaczenie fakt, że znaczący odłam polskiej inteligencji, przede wszystkim w zaborze rosyjskim, w tym naukowców, funkcjonował poza szkołami wyższymi. Instytucjami formacyjnymi dla takich przedstawicieli nauki były raczej w latach postyczniowych redakcje czasopism, księgarnie, prywatne mieszkania, gdzie wygłaszano odczyty, prowadzono nieformalne kursy dla zainteresowanych.&nbsp; Tworzyło to = inne otoczenie społeczne dla myślenia naukowego niż otwarte wykłady publiczne privat docentów Uniwersytetu Berlińskiego. Zob. W. Rogowicz, <em>Warszawa wydarta niepamięci</em>, Kraków 1956, s. 133-136; Sz. Askenzy, <em>Tadeusz Korzon. 50-lecie pracy naukowej</em>, [w:] <em>Portrety uczonych polskich</em>, wybór A. Biernacki, Kraków 1974, s. 269-270. Długie trwanie takiego wzoru kulturowego, wykraczającego temporalnie poza warunki historyczne, jakie ten wzór wytworzyły, jest tym, na co chciałem zwrócić uwagę.[/przypis]. Wówczas literatura, religia, sztuka, obyczaje traktowane są jako przekaźniki pełnowartościowej wiedzy zbiorowej, wszystko zaś, co z kulturowo-poznawczej produkcji humanistyki temu celowi bezpośrednio nie służy lub realizację celów owej zbiorowości spowalnia czy komplikuje, nie jest traktowane jako godna uwagi „wartościowa wiedza”[przypis]R. Czepulis-Rastenis „Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832-1862, Książka i Wiedza, Warszawa 1973, s. 394-396.[/przypis]. Można przypuszczać, że na takim podłożu historycznym, w zarysowanym powyżej kontekście kulturowym ukształtował się trwający latami społeczny habitus nieufności wobec „czystej wiedzy akademickiej” (jako wiedzy specjalistycznej, tworzonej poza polem kolektywnych ideologii). Być może tutaj właśnie ma źródła łatwość w odrzucaniu humanistyki operującej przesłanką, że postulowane poznanie ma być bezinteresowne, neutralne i najlepiej wyrażone w terminach „analitycznego kodu rozwiniętego” (w terminach profesjonalnej teorii naukowej), niezrozumiałych w ramach potocznego „kodu ograniczonego” i przekazywanej bezpośrednio w otoczeniu wiedzy kulturowej. Tutaj, w polskim kontekście kulturowym, przeciwnie – to życiowa i społeczna użyteczność, milcząco zakładana praktyczność wiedzy humanistycznej, to znaczy najczęściej jej ukryta symboliczna funkcja reparacyjna (wzmacnianie tożsamości i nadwątlonego poczucia wartości etniczno-kulturowej wspólnoty) była i wciąż jeszcze jest podstawowym źródłem społecznego poszanowania humanistów i humanistyki, a także ustanawia wobec niej stały horyzont oczekiwań. To, że zajmowanie się przez humanistów humanistyką „dla niej samej”[przypis]To zagadnienie na inny tekst – w jaki sposób adekwatnie opisywać kształtowanie się – od przełomu antypozytywistycznego – ideału poznawczego humanistyki jako wiedzy niekumulatywnej, nieaplikacyjnej, o silnym komponencie hermeneutyczno-interpretatywnym – humanistyki jako wiedzy produkującej własne autotematyzacje teoretyczno-filozoficzne i metahumanistyczne. Taka humanistyka z oczywistych względów nie może już odwołać się do strategii legitymizacyjnych wypracowanych przez XIX-wieczną “społecznie użyteczną” naukę rozwijaną według wzorca pozytywistycznego.[/przypis] nie jest w rodzimym kontekście kulturowym szeroko akceptowane (nawet jeśli się na ten temat milczy), jest samo w sobie ciekawym przypadkiem, wartym pogłębionej analizy z punktu widzenia socjologii wiedzy, która stawia pytanie o to, jakie warunki społeczne i instytucjonalne powiązane są z wiedzą wytwarzaną przez naukowców i jakie okoliczności towarzyszą następnie uznaniu tej wiedzy przez ogół za wiedzę[przypis] Zob. D. Bloor, <em>Wielościany i nieczyste zwierzęta z „Księgi Kapłańskiej”,</em> przeł. M. Tempczyk, [w:] <em>Mocny program socjologii wiedzy</em>, wybór. B. Barnes, D. Bloor, Warszawa 1993, s. 274–319. [/przypis].</p>



<p>Pomyślmy łącznie o obu aspektach. O długotrwałym&nbsp;zjawisku nieoddzielania się humanistycznej wiedzy akademickiej od pragmatycznego i normatywnego zaplecza wartości, celów, dezyderatów rodzimego otoczenia społecznego – co było wzmacniane, szczególnie od lat 70.–80. XIX wieku przez dominację postyczniowych „wzorów kultury zniewolonej”[przypis]Zob. M. Płachecki, <em>Wojny domowe. Szkice z antropologii słowa publicznego w dobie zaborów</em> (1800-1880), Warszawa 2009, s. 480-481; M. Micińska<em>, Inteligencja na rozdrożach 1864-1918</em>, Warszawa 2008, s. 110-111.[/przypis]. Oraz o nieufności kulturowej wspólnoty wobec „zdystansowanych i neutralnych” opisów rzeczywistości w naukowych odmianach (tworzonych przy użyciu terminologii kopiującej na poziomie strukturalnym „aksjologiczne przesłanki” kultur, które wcześniej od nas wytworzyły własną modelową, zaawansowaną naukę)[przypis]Warto pamiętać, że tę modelową zaawansowaną naukę – w zakresie humanistyki, w tym szczególnie historii sztuki i literaturoznawstwa – wytworzyły w drugiej połowie XIX wieku niemieckie „nauki o duchu”, pracujące często w otulinie ideologii <em>kulturträgerów, </em>tj. wychodząc z założeń o modelowym, wysokim statusie kultury własnej tamtejszych humanistów. Miało to dawać tymże prawo do narzucania własnej wykładni kulturom „w swym substracie rozwojowo opóźnionym”. Zob. G. Kucharczyk, <em>Długi kulturkampf. Pruskie i niemieckie wojny kulturowe przeciw Polsce w latach 1795–1918</em>, Warszawa 2020. Tego aspektu recepcji (pozornie tylko neutralnych kategorii) niektórych nurtów „niemieckiej humanistyki” lat 20. był świadomy m.in. Zygmunt Łempicki – autor &nbsp;rozprawy <em>W sprawie uzasadnienia poetyki czystej</em> (1921) wielokrotnie przywoływanej w okresie międzywojennym przez Stefanię Skwarczyńską.[/przypis], opisów nieliczących się z prymatem hierarchii wartości milcząco podzielanych w ramach lokalnej wspólnoty wiedzy. Kiedy bierzemy pod uwagę obie strony tego zagadnienia, wydaje się, że w polskim kontekście humanistyka akademicka nigdy nie uzyskała owej postulowanej w ramach nowoczesności supremacji nad „wiedzą potoczną”.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Józef Chałasiński do opisu zjawiska tej specyficznej izolacji używał w okresie międzywojennym i tużpowojennym pojęcia getta społeczno-towarzyskiego.</p></blockquote></figure></p>



<p>Odrzucenie tej pierwszej przez otoczenie będzie jeszcze bardziej zrozumiałe, gdy pomyślimy o tworzeniu wiedzy przez akademików lat międzywojennych, uwzględniając dodatkowo fakt wyspowości i izolacji społecznej grup ludzi o humanistycznej kulturze umysłowej w społeczeństwie o bardzo niskim poziomej scholaryzacji (a nawet alfabetyzacji)[przypis]Przypomnijmy, że analfabetyzm w Polsce w roku 1921 w województwach powstałych w byłym zaborze rosyjskim wahał się od 31% w łódzkim, przez 58% w wileńskim, po 71% w poleskim. W byłej Galicji było to między 19% w krakowskim, 29% we lwowskim po 46% w stanisławowskim. Jedynie w byłym zaborze pruskim możemy mówić o przezwyciężeniu „wyspowości” inteligencji skoro odsetek analfabetów wahał się od 2,6% na Śląsku do 3,8% w Wielkopolsce. Zob. B. Olszewicz, <em>Obraz Polski dzisiejszej. Fakty. Cyfry. Tablice</em>, Warszawa 1938, s. 152-153.[/przypis]. Jest to sytuacja wielce ambiwalentna i niekoniecznie należy ją utożsamiać z romantycznym wyobcowaniem jednostki – do wyrażania którego to &nbsp;typu doświadczenia skłonni jesteśmy stosować trop wzniosłości. Józef Chałasiński do opisu zjawiska tej specyficznej izolacji używał w okresie międzywojennym i tużpowojennym pojęcia getta społeczno-towarzyskiego. „Getto w socjologicznym języku (nie w znaczeniu historycznym) – to forma skupienia społecznego o charakterze wyspy ludnościowej izolowanej w obrębie większej zbiorowości; ukształtowanie się takiej formy zostało zdeterminowane przez samoobronne tendencje grupy zagrożonej unicestwieniem”[przypis]J. Chałasiński, Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa 1958, s. 59.[/przypis]. Autonomia pola – najpierw samej kultury umysłowej, potem akademickiego obszaru dedykowanych temu rejestrowi kultury badań – odsłania w tej optyce pewien rys środowiskowo-obronny, bynajmniej nie neutralny czy wyłącznie bezinteresowny. Sprawy tej dotknął w swoim czasie Michaił Bachtin w notatkach do „Problemów gatunków mowy”, lokując na osi historycznej kolejne pragmatyczno-językowe odpowiedniki wyspecjalizowanej, „elitarnej” terminologii naukowej. „Wyjątkowa ważność rozumienia. Nastawienie na maksymalną, powszechną zrozumiałość. I nastawienie na rozumienie ograniczone, na szyfrowanie, kryptogram, pozarozumowość. Tak zorientowane są wszystkie żargony – od argot do arystokratycznego. Rozszerzyć bądź na odwrót, zawęzić krąg rozumiejących”[przypis] M. Bachtin, <em>Z notatek do „Problemów gatunków mowy”</em>, [w:] <em>Ja – Inny. Wokół Bachtina. Antologia</em>, t. 1, Kraków 2009, s. 411. [/przypis].</p>



<p>Opierając się na innego rodzaju danych, polski socjolog podobnie punktować będzie w okresie powojennym „zmonopolizowanie kultury umysłowej, wykształcenia i nauki, do izolowania jej we własnym środowisku”, gdzie ukryta funkcja żargonu humanistycznego w sposób niejawny i strukturalny komunikuje otoczeniu, iż „popularyzować naukę i wykształcenie (…) to podważać istotne podstawy znaczenia inteligencji w społeczeństwie jako osobnej, wyższej warstwy społecznej”[przypis]J. Chałasiński, <em>Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej</em>, op. cit., s. 90.[/przypis]. Zachodzi tu sprzeczność z celami deklarowanymi przez ogół inteligencji humanistycznej, w tym humanistów-akademików. Rekapitulując, można powiedzieć, że mamy do czynienia z dwiema różnymi normami postępowania (deklaratywną i ukrytą) – a funkcja ukryta pracuje niejako „w tle” na nadanie humanistyce akademickiej w słabo wykształconym otoczeniu aury „wiedzy ezoterycznej”. Z drugiej strony jeśli w danym ośrodku pole wiedzy naukowej jest relatywnie otwarte, a humaniści mocno angażują się w otoczenie i współtworzą szersze społeczne obiegi wiedzy, mogą zostać wypchnięci z własnego środowiska – określeni pogardliwie jako popularyzatorzy, edukatorzy, animatorzy, prelegenci lokalni, a nie „prawdziwi uniwersyteccy badacze”. To niebezpieczeństwo może być przezwyciężone tylko wówczas, gdy praca akademików na rzecz społecznych obiegów wiedzy, organizacji kursów, prelekcji, wykładów dla szerokiego audytorium uwiarygadnia ich w takim stopniu, że społeczeństwo daje im glejt zaufania na ich humanistyczne „czyste badania”, których przydatność społeczna jest trudna do wymierzenia. Równolegle zaś te zaawansowane badania akademickie potwierdzają ich miejsce jako zaangażowanych społecznie akademików w polu nauki instytucjonalnej. Ciekawym przypadkiem osoby o takim wyjątkowym, mediacyjnym usytuowaniu w międzywojennej Łodzi była właśnie Stefania Skwarczyńska; dysponowała niepodważalną legitymizacją zarówno w instytucjonalnym polu naukowym, jak i w szerszym otoczeniu społecznym – dzięki wielu inicjatywom wychodzącym do coraz to nowych grup zróżnicowanego społecznie i statusowo łódzkiego audytorium.</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="ii">&nbsp;II.</h2>



<p>Udanym przykładem przekroczenia wskazanego podziału na wąski obieg akademicki i szersze otoczenie społeczne było na gruncie polskim powstanie nielegalnego obiegu edukacyjnego w zaborze rosyjskim z Uniwersytetem Latającym i wyrastającego z tego ruchu zalegalizowanego po roku 1906 Towarzystwa Kursów Naukowych[przypis]Z Towarzystwa Kursów Naukowych i jego prelekcji prowadzonych od 1906 roku wyrosła także – dedykowana społecznościom niezurbanizowanym – Wyższa Szkoła Rolnicza, przemianowana na Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Zob. <em>Księga Pamiątkowa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (1906–1956),</em> t. 1, Warszawa 1958, s. 75–85.[/przypis]. Na bazie grupy wykładowców TKN powstała w roku 1916 Wolna Wszechnica Polska. Przypomnienie oddolnej, demokratycznej genezy tej uczelni, której zamiejscowy oddział był pierwszą wyższą uczelnią[przypis]Pierwszą uczelnią pomaturalną w Łodzi (bez pełni praw akademickich) był Instytut Nauczycielski, powstały pod auspicjami Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych (TNSW), który istniał w latach 1921–1928; już w tym przypadku kontakty z Wolną Wszechnicą Polską w Warszawie były niezbędne, by doraźnie uzupełnić braki kadry wykładowczej w Łodzi.[/przypis] w międzywojennej Łodzi prowadzącą wykłady z humanistyki, wydaje się pożądane, gdy chcemy zrozumieć specyfikę międzywojennej fazy „akademizacji miasta”[przypis]To pojęcie stosuje w badaniach Chorzowa prof. Anna Gomóła z Uniwersytetu Śląskiego – pozwalam je sobie przenieść i użyć w ramach opisu sytuacji w międzywojennej Łodzi.[/przypis] przemysłowego.</p>



<p>Założenie Oddziału Wolnej Wszechnicy Polskiej w Łodzi poprzedziły liczne starania od pierwszych lat niepodległości. Czyniło je zarówno Kuratorium Okręgu Szkolnego Łódzkiego, jak i Rada Szkolna Okręgowa w Łodzi[przypis] <em>Dziennik Urzędowy Kuratorium Okr. Szk. Łódzkich</em>, 1922, s. 96. [/przypis]. Dopiero za prezydentury Bronisława Ziemięckiego z PPS i przy wydatnej mediacji Stefana Kopcińskiego, ówcześnie senatora RP i zarazem ławnika Wydziału Oświaty i Kultury w Łodzi, udało się uzyskać poparcie Rady Miejskiej i skutecznie przegłosować roczną subwencję w wysokości 100 tys. złotych. Resztę budżetu Oddziału WWP w Łodzi pokrywano z innych dotacji: Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Izby Przemysłowo-Handlowej w Łodzi oraz z czesnego[przypis]<em>Wolna Wszechnica Polska w Warszawie, Oddział w Łodzi. Sprawozdanie za okres 1928-1937</em>, Łódź 1938, s. 5.[/przypis]. Pozwoliło to otworzyć oddział WWP w Łodzi i rozpocząć pracę wykładowcom uczelni od 15 października 1928 roku. Łódzką placówkę organizował od podstaw rektor WWP prof. Teodor Vieweger. Od pierwszego roku akademickiego 1928–29 funkcjonowały w ramach Wszechnicy Wydział Humanistyczny, dający 14 pełnowymiarowych wykładów rocznie, Wydział Nauk Ekonomicznych i Społecznych (11 wykładów) i Wydział Pedagogiczny (9 wykładów). &nbsp;W latach kolejnych powstał jeszcze Wydział Prawa i Wydział Nauk Matematyczno-Przyrodniczych. Do rzędu pełnoprawnych uczelni akademickich WWP została zaliczona dopiero ustawą z dnia 15 marca 1933 roku, wcześniej nie miała prawa nadawania stopni naukowych.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>W organizacji polonistyki na WWP duże zasługi miał Tadeusz Czapczyński, który jako metodyk i wykładowca był związany z „Pedagogium”, a wcześniej z Instytutem Nauczycielskim przy łódzkim TNSW.</p></blockquote></figure></p>



<p>Najważniejszym kierunkiem studiów na Wydziale Humanistycznym była bez wątpienia polonistyka. Liczba słuchaczy humanistów wzrastała stopniowo od 151 osób w roku akademickim 1928/29, przez 258 osób w roku 1929/30, do 401 osób w roku 1935/36[przypis]K. Baranowski, <em>Oddział Wolnej Wszechnicy Polskiej w Łodzi 1928–1939</em>, Warszawa–Łódź 1977, s. 37–42.[/przypis]. W organizacji polonistyki na WWP duże zasługi miał Tadeusz Czapczyński, który jako metodyk i wykładowca był związany z „Pedagogium”, a wcześniej z&nbsp;Instytutem Nauczycielskim przy łódzkim TNSW. Pedagog ten odgrywał znaczącą rolę w wielu łódzkich inicjatywach, m.in. w latach 1921–1930 był naczelnikiem Wydziału Szkolnictwa Średniego Kuratorium Szkolnego Łódzkiego, w roku 1925 zainicjował Państwową Centralną Bibliotekę Pedagogiczną w Łodzi, a od 1929 samodzielnie nią kierował (w I poł. lat 30. umieszczoną w reprezentacyjnym gmachu przy ul. Piotrkowskiej 104, gdzie mieści się obecnie Urząd Wojewódzki i Urząd Miasta Łodzi, przejściowo w gmachu Zespołu Szkół Rzemieślniczych przy ul. Żeromskiego 115, a od 1936 roku do wybuchu wojny w „Kamienicy pod Gutenbergiem” przy ul. Piotrkowskiej 86), przewodniczył „Kołu Polonistów” przy Wolnej Wszechnicy Polskiej, jak również był dyrektorem Prywatnego Żeńskiego Gimnazjum i Liceum im. J. Pryssewiczówny w Łodzi. To prawdopodobnie Tadeusz Czapczyński ściągnął uczącą w łódzkim gimnazjum docent Skwarczyńską na zajęcia zlecone w WWP w roku 1937. Nieco wcześniej, bo w roku 1932, rozpoczęło działalność „proto-kulturoznawcze” Studium Kultury Polskiej przy Wydziale Humanistycznym Wolnej Wszechnicy Polskiej, którego celem „było zaznajomienie słuchaczy z całokształtem kultury polskiej na tle stosunków światowych”[przypis]„Kurier Łódzki” z 27 sierpnia 1932, s. 5.[/przypis]. Nauczanie trwało dwa lata. Studium kształciło przyszłych instruktorów oświatowych, nauczycieli i dziennikarzy. Jego program miał pozwolić absolwentom na kontynuowanie studiów na trzecim i czwartym roku polonistyki lub historii wykładanej na tym samym wydziale[przypis]Tamże.[/przypis]. Zajęcia z estetyki filmowej i historii sztuki, m.in. w ramach Studium Kultury Polskiej przy WWP, prowadziła od 1932 roku Stefania Zahorska (odbywały się one w gmachu Szkoły nr 1 przy ul. Sterlinga 24), etnografię Polski wykładał tam Stanisław Poniatowski. Zajęcia w ramach Wydziału Humanistycznego WWP w Łodzi prowadził w latach 1928–1930 socjolog, historyk kultury i religioznawca Stefan Czarnowski, po jego rezygnacji wykłady te nie były obsadzone do roku 1934, kiedy przejął je dojeżdżający religioznawca Antoni Czubryński[przypis]K. Baranowski, <em>Oddział Wolnej Wszechnicy Polskiej w Łodzi</em>, op. cit., s. 49.[/przypis].</p>



<p>Anonimowy sprawozdawca publikujący w pierwszym numerze „Prac Polonistycznych” z roku 1937, redagowanych przez Stefanię Skwarczyńską, pisał o kursie filologii polskiej na WWP tak: łódzkie studium polonistyki „przedstawia pewną całość, choć nie pozbawioną luk. Luki te polegają na tym, że przewidywany normalnie czteroletni okres studiów na WWP. nie daje całokształtu wiedzy w danej dziedzinie, np. w zakresie historii literatury. Dotyczy to zwłaszcza literatury staropolskiej. Podobnie, choć w mniejszej mierze pewne luki, względnie na długie okresy rozłożony materiał występują i na wykładach lingwistycznych. Na obronę jednak zaznaczyć należy, że obecnie uniwersytety przeważnie odstąpiły od tych tak dla słuchacza pożytecznych, całokształt danej wiedzy obejmujących wykładów. Niedogodnością jest też to, że wszyscy profesorowie nie mieszkają stale w Łodzi, lecz przyjeżdżają jedynie po południu na wykłady. Miejscowi Łodzianie sprawują funkcje dodatkowe, przeważnie jako asystenci lub wygłaszający wykłady zlecone. W 1935/36 liczba godzin zamiejscowych profesorów wynosiła 145, miejscowych 52, na humanistyce godzin zamiejscowych 35, miejscowych 16. Bezpośrednie oddziaływanie zatem na społeczeństwo i udział w życiu umysłowym Łodzi nie może być zbyt wielki i systematyczny. Ale ten kontakt W.W.P. stara się nawiązywać czy to przez popularne odczyty naukowe dla inteligencji, czy wreszcie przez organizowanie Łódzkiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk”[przypis]<em>Wolna Wszechnica Polska w Łodzi</em>, „Prace Polonistyczne” 1937, op. cit., s. 396.[/przypis].</p>



<p>Warto tu przypomnieć, że w tym czasie Stefania Skwarczyńska jest już obecna w systemie edukacji gimnazjalnej i pomaturalnej w Łodzi – od 1932 roku naucza w prywatnym żeńskim Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej, gdzie przeważa młodzież z mniej zamożnych mieszczańskich i rzemieślniczych rodzin żydowskich (uczy tam języka polskiego m.in. Halinę Elczewską, przyszłą pomysłodawczynię łódzkiego Parku Ocalałych)[przypis]Wspomnienie H. Elczewskiej zob. https://www.miastograf.pl/asset/4445 (dostęp: wrzesień 2021)[/przypis], prowadzi też kursy w ramach pomaturalnego „Pedagogium”, dokształcającego łódzkich nauczycieli (do połowy 1932 roku kontynuuje także, dojeżdżając, nauczanie propedeutyki filozofii w Gimnazjum Macierzy Szkolnej w Brześciu nad Bugiem). To w trakcie tych licznych obowiązków i obciążeń już w okresie łódzkim publikuje Skwarczyńska „Szkice z zakresu teorii literatury” – i trudno powiedzieć, czy akademik o habitusie „uczonego gabinetowego”, osadzony w tradycyjnym ośrodku akademickim, mógłby je kiedykolwiek napisać.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Skwarczyńska animuje w tym czasie różne inicjatywy, które mają integrować łódzkie środowisko literackie i nauczających w tutejszych gimnazjach nauczycieli polonistów.</p></blockquote></figure></p>



<p>O działalności Skwarczyńskiej w Łodzi od roku 1932 można dowiedzieć się nieco, a jeszcze więcej wywnioskować ze wspomnień poety Mariana Piechala poświęconych późniejszemu twórcy „Przeglądu Humanistycznego” oraz szefowi polonistyki UW w niesławnym okresie po 1968, Janowi Zygmuntowi Jakubowskiemu[przypis] M. Piechal, <em>Jakubowski, ten Jan Zygmunt</em>, „Miesięcznik Literacki” 1977, nr. 2. [/przypis]. Skwarczyńska znała się z Piechalem i Jakubowskim z okresu przedwojennej pracy w Łodzi. Z tym drugim współorganizowała wieczory poetyckie i pisała wspólnie teksty do „Kuriera Łódzkiego”[przypis]Zob.&nbsp; J. Z. Jakubowski, S. Skwarczyńska, <em>Kult pracy i jej problemy w literaturze (dialog),</em> „Kurier Łódzki 1939, nr 215, s. 17 (dodatek <em>Kolumna Literacka</em>). O artykule tym, którego nie ma w bibliografii prac Stefani Skwarczyńskiej, dowiedziałem się z niepublikowanego referatu Artura Hellicha <em>Integracje i izolacje</em>, wygłoszonego w 2021 r. na seminarium na UW, który był poświęcony Janowi Zygmuntowi Jakubowskiemu. Od siebie dodam, że w „Kurierze Łódzkim”, który redagował od jego wznowienia w roku 1920 do 1939 Jan Stypułkowski, kierownikiem literackim został Jan Zygmunt Jakubowski – zatem to on najprawdopodobniej zaproponował Skwarczyńskiej wspólną publikację.[/przypis]. Skwarczyńska animuje w tym czasie różne inicjatywy, które mają integrować łódzkie środowisko literackie i nauczających w tutejszych gimnazjach nauczycieli polonistów. W większym gronie w 1933 roku razem z Wilhelmem Fallekiem, wspomnianym Janem Zygmuntem Jakubowskim, Tadeuszem Czapczyńskim, Ludwikiem Stolarzewiczem, Wandą Wrzesińską i Mieczysławą Romankówną tworzy Łódzkie Koło Polonistów, przekształcone następnie w oddział łódzki Stowarzyszenia Polonistów Rzeczpospolitej Polskiej[przypis]S. Skwarczyńska, <em>U źródeł autobiografii naukowej</em>, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, 1987, nr. 2, s. 293.[/przypis]; wreszcie na bazie tej grupy tworzy się zespół redakcyjny „Prac Polonistycznych”, powołanych do istnienia przez Skwarczyńską i wydawanych w Łodzi od 1937 roku.</p>



<p>Trzy pierwsze tomy tego rocznika, wydawanego „nakładem Koła Polonistów w Łodzi z zasiłkiem Zarządu Miejskiego w Łodzi” (jak anonsuje okładka, której projekt typograficzny przypisywany jest Władysławowi Strzemińskiemu), zawierają szczegółowe materiały o wielu inicjatywach społeczno-naukowych powstających także przy udziale Skwarczyńskiej i jej współpracowników na styku środowiska inteligencji pracującej (dziennikarze), nauczycieli szkół średnich i kadry wykładowczej Wolnej Wszechnicy Polskiej[przypis]Zob. cytowany już dział III w „Pracach Polonistycznych” seria I 1937, s. 387–440 oraz w kolejnych tomach (seria II 1938 i seria III 1939).[/przypis].</p>



<p>Szczęśliwie dysponujemy opisem tamtych lat pióra samej profesor Skwarczyńskiej, która przy okazji zignorowania pierwszeństwa jej badań i zasług w powołaniu do istnienia pierwszej w Polsce placówki zajmującej się badaniami z zakresu teorii literatury, sama przypomniała młodszemu pokoleniu IBL PAN, jak się sprawy miały w okresie przedwojennym. Pozwolę sobie na dłuższy cytat z wypowiedzi Skwarczyńskiej z 1981 roku, wskazujący na ciągłość aktywności środowiskowych i dokonań instytucjonalnych przed- i tużpowojennych:</p>



<p>„Po długotrwałych marzeniach i usilnych staraniach społeczeństwa łódzkiego o wyższą uczelnię powstał w 1928 r. Oddział Łódzki Wol­nej Wszechnicy; niemal od początku odbywały się w nim wykłady zlecone T. Czapczyńskiego nie tylko z podstaw dydaktyki, ale tak­że z poetyki i stylistyki, potem wykłady dr S. Skwarczyńskiej – czyli piszącej te słowa – z teorii literatury. Wykładała ją ona rów­nież w założonym pod koniec lat trzydziestych łódzkim Pedago­gium. Teoria literatury znalazła się programowo na łamach zało­żonego w 1937 r. w Łodzi rocznika „Prace Polonistyczne”, zarówno w dziale rozpraw, jak i w dziale problematyki dydaktycznej. A do wojny ukazały się trzy tomy (serie) tego rocznika. Nie koniec jed­nak na tym przygód Łodzi z teorią literatury.</p>



<p>W 1937 roku — mieszkanka od początku lat trzydziestych Łodzi — dr S. Skwarczyńska uzyskała w Uniwersytecie im. Jana Kazimie­rza we Lwowie — jako pierwsza w Polsce — habilitację w zakre­sie teorii literatury i zaczęła dojeżdżać z wykładami z Łodzi do tegoż Uniwersytetu. Później jako drugi i ostatni do wybuchu woj­ny uzyskał <em>veniam legendi</em> z tej podstawowej dyscypliny litera­turoznawczej dr K. Troczyński w Uniwersytecie im. A. Mickiewi­cza w Poznaniu. Tymczasem ówczesne władze oświatowe były w trakcie przeorganizowywania (czy doorganizowywania) Oddziału Łódzkiej Wolnej Wszechnicy, a to w tym celu, aby go w pełni uprawnić do udzie­lania absolwentom tytułu magistra, co wymagało katedr powierzo­nych wyłącznie osobom habilitowanym. W ramach tej akcji wła­dze powołały do życia w 1939 r. w Oddziale Łódzkiej Wolnej Wszechnicy Katedrę Teorii i Historii Literatury i powierzyły ją doc. S. Skwarczyńskiej, mianując ją jednocześnie profesorem nadzwyczajnym. Ponieważ Uniwersytet Łódzki organizował się na bazie Oddziału Łódzkiego Wolnej Wszechnicy, a rektor Wolnej Wszechnicy, prof. dr T. Vieweger, był do chwili swojej tragicznej śmierci w maju 1945 r. przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego UŁ, przedwojenna Katedra Teorii Literatury znalazła się od samego początku w projektach organizacyjnych nowej, pierwszej założonej u nas po II wojnie światowej, uniwersyteckiej uczelni. W wyniku tego stanu rzeczy delegat naszego ówczesnego Rządu, który przybył do Lwowa (bodaj z początkiem stycznia 1945 r.) z zaproszeniem pol­skich uczonych, zaproponował mi – zagnanej losami wojennymi do Lwowa – objęcie Katedry Teorii Literatury w Uniwersytecie Łódzkim. Upoważnił mnie również do zaangażowania we Lwowie asystenta; na tej zasadzie przyjechał razem ze mną <em>kolumną uni­wersytecką</em> ciężarowych samochodów via Kraków do Łodzi ów­czesny mgr J. Trzynadlowski. Tak więc rodowodu pierwszej w Polsce Katedry Teorii Literatury w Uniwersytecie Łódzkim, instaurowanej w 1945 r., trzeba szukać w przedwojennych stanach rzeczy naukowych i kulturowych w Ło­dzi; przede wszystkim w zaistniałej w 1939 r. w Oddziale Łódz­kim Wolnej Wszechnicy Katedrze Teorii i Historii Literatury. Kon­tynuacją jej, zarówno w reprezentowanej nią i w tej nazwie – po raz pierwszy – dyscypliny literaturoznawczej, jak i w planie personalnym była i jest Katedra, potem Instytut Teorii Literatury w Uniwersytecie Łódzkim”[przypis]S. Skwarczyńska, <em>Prawda o pierwszej w Polsce Katedrze Teorii Literatury</em>, „Teksty” 1981, nr 1 (55), s. 160–161.[/przypis].</p>



<p>Równie ważne było to, co działo się w otoczeniu Wolnej Wszechnicy Polskiej. Kiedy przenosimy punkt obserwacyjny z izolowanej instytucji akademickiej na jej bliższe i dalsze otoczenie społeczne, na pączkujące inicjatywy odczytowe, oświatowe, literackie i samokształceniowe, wtedy zarysowany obraz humanistyki w mieście przemysłowym zyskuje dodatkowe wymiary. Zanim prowadząca zajęcia zlecone na Wolnej Wszechnicy docent Stefania Skwarczyńska wraz z gronem zapaleńców powoła do istnienia Koło Polonistów w Łodzi, niektórzy z tego grona działają już jako „sekcja polonistyczna” przy Towarzystwie Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych w Łodzi (TNSW). Część energii została skanalizowana w ramach Instytutu Nauczycielskiego TNSW, później w „Pedagogium”. W tej strukturze działalność oświatowa i odczytowa przechodziła w akademickie kształcenie m.in. przy udziale dojeżdżającego przez pewien czas do Łodzi prof. Bohdana Nawroczyńskiego. Instytut prowadził głównie dokształcanie niewykwalifikowanych nauczycieli szkół powszechnych w Łodzi, oferował także systematyczne kursy dla nauczycieli szkół średnich. Poloniści urządzali tam wykłady otwarte dla szerszej publiczności i młodzieży szkolnej, animowali&nbsp;wydarzania literackie. Wiele z tych aktywności, mających nieraz szeroką publiczność, spotykało się z życzliwym odbiorem. Zwłaszcza odczyty dawane w łódzkich szkołach i bibliotekach, jak twierdzi Marian Piechal, „cieszyły się dużym powodzeniem”[przypis]M. Piechal, <em>Jakubowski, ten Jan Zygmunt</em>, op. cit., s. 57.[/przypis]. Wsparcia udzielała tym poczynaniom przede wszystkim Państwowa Centralna Biblioteka Pedagogiczna w Łodzi. Poloniści łódzcy, z którymi współpracować będzie Skwarczyńska, brali wcześniej udział w życiu Instytutu Nauczycielskiego przede wszystkim jako dorośli słuchacze kursów wieczorowych. Byli to na ogół nauczyciele przygotowujący się do państwowych egzaminów uproszczonych, obowiązujących w szkolnictwie osób, które nie miały ukończonej pełnej edukacji wyższej. Ta cała aktywność nie była jednak dla kształtującego się środowiska o inklinacjach humanistycznych w pełni satysfakcjonująca. Jak pisał w 1937 roku Tadeusz Czapczyński: „jeśli chodzi o wyniki, osiągnięto je raczej – ze względu na charakter tak <em>Instytutu</em>, jak i <em>Biblioteki</em> – w dziedzinie metodycznej, kiedy pracy naukowej nie potrafiono zorganizować tak, by można się było pochwalić jakimiś poważniejszymi wynikami”[przypis]<em>Koło Polonistów w Łodzi</em>, „Prace Polonistyczne”,1937, t. I, s. 388 (sygnowane tc&nbsp; – tj. Tadeusz Czapczyński).[/przypis].</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Trwająca niemal dekadę obecność Stefani Skwarczyńskiej na miejscu w Łodzi pomogła nakierować aktywność edukacyjną i popularyzatorską nauczycieli-polonistów na tory organizacji rzeczywistej pracy naukowej.</p></blockquote></figure></p>



<p>Po zamknięciu Instytutu Nauczycielskiego dokształcanie nauczycieli polonistów w Łodzi przejęła od 1928 roku Wolna Wszechnica Polska, a z czasem animowane przez docent Skwarczyńską „Koło Polonistów” przeszło od działań dydaktycznych do <em>stricte</em> naukowych, w nowy sposób organizując pracę seminaryjną i zapraszając znanych zamiejscowych prelegentów, m.in. prof. Romana Pollaka, Juliusza Saloniego, Bohdana Suchodolskiego. Na koniec trwająca niemal dekadę obecność Stefani Skwarczyńskiej na miejscu w Łodzi pomogła nakierować aktywność edukacyjną i popularyzatorską nauczycieli-polonistów na tory organizacji rzeczywistej pracy naukowej. Ta w pierwszym rzędzie związana była z lokalnym kontekstem społeczno-kulturowym Łodzi – obejmowała zagadnienia regionalistyki, literackich gatunków użytkowych, prac dokumentacyjnych z życia społecznego i kulturalnego miasta, teatraliów, bibliografii literackiej etc. Domknięciem tego etapu było z jednej strony wydawanie rocznika naukowego, z drugiej – powołanie w Oddziale Łódzkiej Wolnej Wszechnicy placówki o nowatorskim profilu: Katedry Teorii i Historii Literatury i powierzenie jej przed wybuchem wojny Stefani Skwarczyńskiej.</p>



<p>„Tych kilka przedwojennych lat w Łodzi – wspomina po latach we własnej naukowej autobiografii Stefania Skwarczyńska – zarysowało się w moim życiu, jak też w życiu współdziałających ze mną wówczas kolegów, którzy przeżyli wojnę – jako swoisty raj, a to dzięki naszej ścisłej współpracy i ważkim osiągnięciom. Były to lata bogate we wspólne pomysły, we wspólne ich realizowanie, w konkretne zwycięstwa, żywe po dziś dzień. Poważne <em>personalnie</em> grono kolegów z różnych szkół średnich w Łodzi, niektórzy także zaangażowani w jakieś usługi naukowe w Oddziale Łódzkim Wolnej Wszechnicy Polskiej i również w łódzkim dziennikarstwie, związało się w twórczy inicjatywnie ośrodek. Było nas kilkanaście początkowo osób o takich ambitnych założeniach społeczno-naukowych. Do ambitnych założeń i celów należał początkowo nie tylko wysiłek uprawiania nauki o literaturze, ale także twórcze współdziałanie z czasopiśmiennictwem, szerzenie wiedzy aktualnej o literaturze i kulturze poprzez odczyty w różnych ośrodkach łódzkich — ze szczególnym uwzględnieniem dzielnic peryferyjnych [Łodzi], zamieszkanych przez ludzi prostych i ubogich. Szczególnie staraliśmy się współdziałać twórczo i pomocnie z ośrodkami upowszechniającymi wiedzę, a więc nie tylko ze szkolnictwem i Wolną Wszechnicą, ale także z wydawnictwami i z łódzkimi teatrami. Nie zadawalaliśmy się jednak odczytami, pogadankami w różnych środowiskach. Zaświtało nam działanie naukowo-twórcze. Wykładnikiem tej idei stało się założenie rocznika o tytule „Prace Polonistyczne”. Ze swego założenia miał on publikować prace przede wszystkim łodzian, nie wykluczając jednak współpracy ogólnopolskiej”[przypis]Eadem, <em>U źródeł autobiografii naukowej</em>, op. cit., s. 293–294.[/przypis].</p>



<h2 class="wp-block-heading" id="iii">III.</h2>



<p>Należałoby jeszcze pokrótce powiedzieć coś o „pomyśle kulturoznawczym samej profesor Stefanii Skwarczyńskiej”. Jak zauważa Mariusz Gołąb, łódzka literaturoznawczyni „widziała świat kultury bardzo szeroko. Podam tu jeden przykład, którego nie bierze się często pod uwagę. (…) Dla niej genologia nie była, jak się okazuje, kwestią wąskich ram, w które wtłacza się literaturę, ale to było trochę tak jak z obserwacjami językoznawców, którzy przyglądają się językowi; czym innym jest tworzenie norm poprawnościowych, a czym innym wyciąganie wniosków na temat mechanizmów, które w języku zachodzą. Dla niej genologia była pewnym narzędziem, które nie tylko ogranicza kulturę i ma charakter redukcjonistyczny; używała aspektów genologicznych, pewnej koncepcji gatunkowości do opisania świata kultury. W tym rozumieniu gatunkiem dla niej mogła być książka kucharska. (…) Dla mnie jest to rzecz wciąż świeża, bo jeśli zastanawiamy się dzisiaj nad programami systematyzacji kultury, opisu kultury, a tym bardziej to widać we współczesnym świecie, to w zasadzie praktyka kulturowa zdyskredytowała wszystkie redukcjonistyczne pomysły. W związku z tym pomysł Skwarczyńskiej, żeby przyglądać się światu i od niego dowiadywać, z jakimi gatunkami mamy do czynienia, jest jak najbardziej na czasie”[przypis]M. Gołąb, <em>Rozmowa </em>[w:] <em>Historia mówiona polskiego kulturoznawstwa</em>, s. 405–406.[/przypis].</p>



<p>Odnotujmy tu pokrewieństwo ukierunkowania myślenia Skwarczyńskiej z lat 30. XX wieku z ideami wypracowanymi w kręgu Michaiła Bachtina. Nie ma tu mowy o zapożyczeniach, ale o równoległości dążeń, współbieżności idei i podobnych priorytetach aksjologicznych. Skwarczyńska publikuje w 1931 roku w „Pamiętniku Literackim” artykuł „O pojęcie literatury stosowanej”[przypis]S. Skwarczyńska, <em>O pojęcie literatury stosowanej</em>, „Pamiętnik Literacki”, 1931, t. 28, nr 1, s. 1-24.[/przypis]. W kolejnym roku do druku trafia „Próba teorii rozmowy”[przypis]A. Kluba-Połatyńska, A. Sorbjan, <em>Dokumentacja twórczości naukowej Stefanii Skwarczyńskiej</em>, red. S. Kaszyński, Łódź 1984, s. 11.[/przypis]. Obie wymienione rozprawy trafią rok później w wersji poszerzanej do tomu wspomnianych już „Szkiców z zakresu teorii literatury”<em>.</em> Także z roku 1931 pochodzi tekst „Istota improwizacji i jej stanowisko w literaturze” (w którym autorka upomina się o cielesny, mimiczno-gestyczny charakter mówionego słowa, co ponownie zbliża ją do rosyjskiego teoretyka). Skwarczyńska własne badania – oparte, podobnie jak u Bachtina, na koncepcji wpisanych w tekst literacki śladów „semantycznych napięć” pomiędzy twórcą a odbiorcą – będzie kontynuowała w obszernej rozprawie habilitacyjnej „Teoria listu” z roku 1937.</p>



<p>„Skwarczyńska podstawą swoich rozważań czyni przekonanie – rekonstruuje teorię lwowsko-łódzkiej badaczki Eugeniusz Czaplejewicz – że nie wolno przeciwstawiać sztuki życiu i wobec tego czczym wymysłem są specjalne <em>struktury artystyczne</em>, które w jakiś zasadniczy sposób miały się różnić od form praktycznych, obsługujących sytuacje życiowe. Sytuacji <em>nieżyciowych</em> właściwie nie ma, bo każda wypowiedź pełni funkcję społeczną. Stąd też nie należy przeciwstawiać funkcji estetycznej wszystkim innym funkcjom pojmowanym jako nieestetyczne – i co za tym idzie – nie należy przeciwstawiać literatury tym formom wypowiedzi, które funkcji estetycznej nie pełnią. Literatura jest sztuką każdego słowa. Do tak pojętej literatury weszłyby zarówno utwory o celach czysto estetycznych, jak i dziedzina literatury stosowanej, do której obok utworów dydaktycznych należą: medytacje, soliloquia, dzienniki, pamiętniki, wyznanie, panegiryk, pamflet, list, dedykacja, rozprawa naukowa, studium, traktat, szkic, esej, mowa, kazanie, szarady, maksymy, portrety, improwizacje na zadany temat, wszelkie możliwe rodzaje rozmowy, a także i inne formy wypowiedzi dotąd nie skatalogowane. Utwory tego typu najczęściej nie są utrwalanie w żadnej postaci. Ich funkcja bywa jednorazowa, wyczerpuje się po spełnianiu określonego zadania”[przypis]E. Czaplejewicz, <em>Pragmatyka, dialog, historia</em>, Warszawa 1990, s.&nbsp; 15–16.[/przypis].</p>



<p>Wszystko to nie oznacza, że wypadają one poza obręb badań domeny „sensownych wytworów słownych”, czyli literatury, bo należy uznać, że literatura stosowana jest obocznością literatury czystej, a z pewnością nad nią ilościowo przeważa, zaś element estetyczny występuje na różnych prawach w obu przypadkach. Wywrotowa była jak na tamte czasy teza Skwarczyńskiej, że całość literatury ma charakter heteroteliczny (na poziomie intencji, zamiaru twórcy, jak i skutków) i na wiele rozmaitych sposobów jest ona zawsze nakierowana na pewien świat społeczny (nawet jej relatywna „autoteliczność” jest zaprojektowaną funkcją i odpowiedzią na odbiorcze zapotrzebowanie – np. wywierania wrażenia jakościami formalnymi). Natomiast iluzja „autonomii” literatury jest wytwarzana przez dualizujące porządki myślenia pojęciowego, przez tradycje antycznych „poetyk” (formatywnych dla myślenia wszelkich późniejszych klasycystów i „gabinetowych” akademików)[przypis]Zob. S. Skwarczyńska, <em>O pojęcie literatury stosowanej</em>, op. cit., s.&nbsp; 8–9.[/przypis]. Uczeni tego pokroju dodatkowo absolutyzują wywiedzioną od Kanta opozycję<a> estetyczne – pozaestetyczne, tymczasem „pierwiastki czysto-estetyczne i pozaestetyczne nie są sobie sprzeczne; nie wyłączają się na terenie dzieła sztuki, przeciwnie – przez symbiozę wzmacniają i uwypuklają swe walory”</a>[przypis]Tamże, s. 6.[/przypis]. Tak akcentowana heteroteliczność i nakierowanie na świat społeczny, które w odniesieniu do literatury i całej domeny sztuki podkreślała stale Skwarczyńska, były powodem, dla którego od lat 30. wyrażała swój dystans do badań ukierunkowanych formalistycznie i strukturalistycznie[przypis]Ten dystans Skwarczyńskiej wobec badań spod znaku formalizmu i strukturalizmu Maciej Gorczyński wiąże z konserwatywną chęcią „częściowego&nbsp;zachowania Diltheyowskiego wzoru myślenia o literaturze u tej badaczki”, z czym nie mogę się absolutnie zgodzić, mając m.in. na uwadze eksploracje przez łódzką badaczkę domeny gatunków użytkowych. Zob. M. Gorczyński, <em>Prace u podstaw. Polska teoria literatury w latach 1913-1939</em>, Wrocław 2009, s. 187–188.[/przypis]. Widziała w nich – uchodzących wciąż jeszcze w latach 60. za ostatnie słowo nowoczesnego literaturoznawstwa – zarówno pożyteczne „szlifowanie kategorii badawczych”, jak i świadomościowy regres badaczy do klasycystycznych poetyk skupionych na środkach wyrazowych, pomijających ważny dla niej samej szeroki kontekst pragmatyki komunikacyjnej literatury.</p>



<p>Wróćmy tymczasem do Bachtina i przypomnijmy, że dla szkoły witebsko-newelskiej literacki „gatunek to całokształt sposobów kolektywnej orientacji w rzeczywistości”[przypis]P. M. Miedwiediew, <em>Znaczenie, wyznaczniki i rola gatunku</em>, przeł. E. Czaplejewicz, [w:] <em>Bachtin. Dialog. Język. Literatura</em>, red. E. Czaplejewicz, E. Kasperski, Warszawa 1983, s. 270.[/przypis]. Z kolei dla rosyjskiego literaturoznawcy – podobnie jak dla Stefanii Skwarczyńskiej w latach 30. – gatunki to najpierw żywe „gatunki mowy”, a dopiero później skrypturalne „gatunki artystyczne”[przypis]Możemy tutaj mówić nie tylko o zbieżnościach (w konceptualizowaniu literatury jako pola krzyżujących sie pozaliterackich regulacji) pomiędzy Skwarczyńską a Bachtinem i jego kręgiem, ale również o paralelach z koncepcją ewolucji odmian fabularnych, gatunków oraz tropów w teorii semantyki kulturowej autorstwa Olgi Freudenberg. Zob. T. Brzostowska-Tereszkiewicz, <em>Ewolucje teorii. Biologizm w modernistycznym literaturoznawstwie rosyjskim</em>, Toruń 2011, s. 174–182. Takie porównanie pokazuje jednocześnie, że wskazane podobieństwo dotyczy struktur myślenia teoretycznego, ale źródła inspiracji filozoficznych u Skwarczyńskiej i Freudenberg są odmienne. Za zwrócenie mojej uwagi na zbieżność tych ujęć dziękuję recenzentowi niniejszego tekstu.[/przypis], i wszystkie one stanowią kulturowe archiwum cyrkulujących idei, zbiorowych form myślenia, odczuwania. Każda formułowana wypowiedź czerpie z ładunku znaczeń i semantyki wypracowanej poprzednio, ta bowiem – skoro wykazała swoją użyteczność – zostaje utrwalona z myślą o kolejnych możliwościach użyć. Niektóre gatunki mogą ulec rozbiciu, dekompozycji. Rodzą się nowe, lepiej odpowiadające nowym sytuacjom i potrzebom, ale i one przepracowują zastaną semantykę i zastane gatunki mowy, konfigurują wciąż przydatne elementy w nową całość. Jak pisał Bachtin: „Zjawiska semantyczne mogą istnieć potencjalnie w postaci utajonej i ujawnić się dopiero w sprzyjającym kontekście znaczeniowym kultur następnych epok. Skarbnica sensów, jaką Szekspir zawarł w swoich utworach; [sensy te] zbierane i gromadzone [były] przez stu-, a nawet tysiąclecia: tkwiły one w języku, nie tylko zresztą literackim, lecz także w tych warstwach języka ludowego, które przed Szekspirem nie miały jeszcze prawa wstępu do literatury, w różnorodnych gatunkach i odmianach językowego porozumiewania się, w kształtujących się przez tysiąclecia formach potężnej kultury ludowej. (…) W ciągu wielu wieków ich życia (tak gatunków literackich, jak i gatunków mowy), skraplają się w nich formy postrzegania i interpretacji różnych aspektów świata”[przypis]M. Bachtin, <em>Odpowiedź na pytanie redakcji „Nowyj Mir”</em>, [w:] tenże, <em>Estetyka twórczości słownej</em>, przeł. D. Ulicka, oprac. E. Czaplejewicz, Warszawa 1986, s. 471–472.[/przypis].</p>



<p>Według Skwarczyńskiej oddanie sprawiedliwości dynamice, żywotności i różnorodności form gatunkowych, ich kontekstowo dookreślanej postaci, wymaga, aby umysł badacza nie narzucał „sztywnej taksonomii genologicznej”. „Teoretyk nie może zamknąć definitywnie rejestru rodzajów literackich z poczuciem, że obejmuje on zamkniętą i skończoną całość, bo nie może przewidzieć, jakie w przyszłości rodzaje literackie, dotąd niezrealizowane, zrealizuje literatura; jakie dotąd nieznane, przejawią się w przyszłych utworach literackich. Czyli dzisiejszy teoretyk nie może operować tymi, które są dzisiaj dopiero <em>in possiblitate</em>. Chociaż – jak wiemy – budując system rodzajów literackich musi mieć dla nich teoretyczne miejsce tak, jak było teoretyczne miejsce w tablicach Mendelejewa dla wówczas nieodkrytych pierwiastków chemicznych. Wreszcie teoretyk nie może zamknąć listy rodzajów literackich dlatego, że są one w ustawicznym <em>status nascendi</em>; każda już nie tylko epoka, ale i mały wycinek, wyrzucają na brzeg powszechnej świadomości nowe rodzaje literackie lub ich odmiany. (…) Każda niemal nowa forma kultury wywołuje nowe zjawiska rodzajowe, bo słowu twórczemu wyznacza nowe funkcje”[przypis]S. Skwarczyńska, <em>Geneza i rozwój rodzajów literackich</em>, [w:] taż, <em>Z teorii literatury. Cztery rozprawy</em>, Łódź 1947, s. 51.[/przypis].</p>



<p>Skwarczyńska wysuwała już w latach międzywojennych postulat, by badanie literatury nie absolutyzowało formalnej i instytucjonalnej autonomii: „punkt ciężkości naszej uwagi przenosimy początkowo na sferę będącą jakoby poza dziełem, odrębną od niego – że tak się wyrazimy – jakościowo, przestrzennie i czasowo. Studiujemy rzeczywistość już nie o charakterze tekstowym, z jaką mamy do czynienia w literaturze, lecz o charakterze zjawiska żywego”[przypis]Taż, <em>O metodzie badania literatury stosowanej</em>, „Ruch Literacki”, 1933, r. 8, nr. 7, s. 129-134.[/przypis]. Utwory literatury stosowanej są w ujęciu badaczki bardziej zależne od rzeczywistości pozadyskursywnej niż od apriorycznych reguł poetyki – i to właśnie owo nachylenie ku rzeczywistości czyni je interesującymi z badawczego punktu widzenia, z którego można docenić „odstępstwa od normatywizmu” jako innowacje. Preferowanie przez badaczy literatury pięknej – a nawet sprowadzanie do niej całości domeny rodzajów literackich – jest zdaniem Skwarczyńskiej efektem zbyt silnego przejęcia się estetyką Kanta, co zaowocowało wykluczaniem z pola badań wielu dzieł literackich o strukturalnym nachyleniu użytkowo-pragmatycznym. Skwarczyńska odrzuca założenie o przeżyciu estetycznym literatury (i wszelkiej sztuki) jako bezinteresownej kontemplacji, z czym idzie w parze odrzucenie przez badaczkę formalizmów i strukturalizmów w nauce o literaturze (stanowią one swoisty iloczyn dwóch typów abstrahowania od pozadyskursywnej rzeczywistości).</p>



<p>W tekście z 1933 roku, pisanym już po doświadczeniu mocnego zanurzenia w rzeczywistość wielkoprzemysłowej Łodzi, Skwarczyńska pisze w sposób zaskakująco współczesny, antycypujący w niektórych aspektach optykę znacznie późniejszych, wydanych w 1979 roku „Dystynkcji” Pierre’a Bourdieu[przypis]Por. P. Bourdieu, <em>Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia</em>, przeł. P. Biłos, Warszawa 2005, s. 600–609.[/przypis], zwłaszcza w miejscach, gdzie analizowane są konsekwencje poznawcze „wymazywania złożonych relacji społecznych” odciśniętych w akcie delektacji estetycznej:</p>



<p>„Zawinił błąd powstały w zaraniu estetyki jako nauki, błąd Kanta, który postawie estetycznej przypisał bezinteresowność upodobania. (…) Stąd mniej lub więcej świadomie części twórczości literackiej o charakterze praktycznym (np. twórczości naukowej, szkicom, essai’om) odmówiono przynależności do literatury, część zaś od wypadku do wypadku zaliczono doń (…). Gdy ciasna zasada Kanta (…) spotkała się ze sprzeciwem, trzeba było uznać możliwość piękna w znacznie większej ilości form sztuki, niż to dotychczas dyktowało stanowisko kantowskie”[przypis]Taż, <em>O metodzie badania literatury stosowanej</em>, „Ruch Literacki”, 1933, nr. 7, s. 130.[/przypis].</p>



<p>I w tekście pięć lat późniejszym, gdzie Skwarczyńska w duchu nieco wywrotowym, jeśli wolno się tak wyrazić, dookreśla dalej idące implikacje zajmowanego przez siebie stanowiska dla pola przyszłych badań nad literaturą (i potencjalnie: kulturą), dekonstruując zbyt mocno zarysowaną u akademickich literaturoznawców i estetyków opozycję tego, co artystyczne/literackie, i tego, co użytkowe/życiowe (w czym upatrywałbym nawet antycypacji niektórych rozstrzygnięć obecnych w powojennych publikacjach Raymonda Williamsa, które dały początek wpływowemu nurtowi brytyjskich studiów kulturowych): „My określilibyśmy dzieło literackie – akcentuje &nbsp;Skwarczyńska w roku 1938 – <em>jako twórczą manifestację życia poprzez słowo</em>. Sformułowaniem tym przeciwstawiamy się zacieśnieniom zakresu badania, które pozornie tylko ograniczają i ustalają przedmiot badania, bo odrzucają poza jego ramy i zasięg – zjawiska istotne. Przez sformułowanie to omijamy także tradycyjny podział na dzieła <em>lite­rackie</em> i <em>nieliterackie</em>”[przypis]Taż, <em>Przedmiot, metody i zdania teorii literatury</em>, „Pamiętnik Literacki’ 1938, tom 35, nr 1/4, s. 14, por. I. Kant, <em>Krytyka władzy sądzenia</em>, przeł. J. Gałecki, Warszawa 1986, s. 61–65.[/przypis],&nbsp; co w jej ujęciu jest uzasadnionym zabiegiem krytycznym, mającym oddalić zbyt jednostronne ciążenie badaczy akademickich ku ujmowanym normatywnie „formom gotowym” i wysokogatunkowym.</p>



<figure class="wp-block-pullquote is-style-default"><blockquote><p>Na pierwszym miejscu należy postawić u Skwarczyńskiej: romantyczną filozofię społeczną i sprzężoną z nią estetykę Mickiewicza, Cieszkowskiego i Norwida.</p></blockquote></figure></p>



<p>Zarysowane, jedynie punktowo, pokrewieństwo dwóch sposobów pojmowania literatury – u Stefanii Skwarczyńskiej w latach 30. i Raymonda Williamsa w drugiej połowie lat 50. – jako układu form powstających w celu komunikacji istotnych egzystencjalnie znaczeń, wytwarzanych w normalnej społeczno-kulturowej praktyce, nie tyle zamyka sprawę, co dopiero pozwala postawić właściwe pytania. Między innymi o to, czy analizowanie rozwoju struktur językowych i poznawczych – a właściwej rzecz ujmując: mowy i właściwych jej układów gatunkowych jako tymczasowych krystalizacji warunkowanych „przez żywe ludzkie istoty w ciągłej ludzkiej praktyce”[przypis]R. Willimas, <em>Marksizm i literatura</em>, przeł. A. Chojnacki, E. Kasperski, posłowie S. Żółkiewski, Warszawa 1989, s. 73.[/przypis], które u samego Williamsa (nieco &nbsp;później, bo w latach 60. i 70. ubiegłego wieku) będzie &nbsp;podbudowane marksistowską lekturą Bachtina i Wołszynowa, a u Skwarczyńskiej od samego początku związane było z zupełnie odmiennymi źródłami inspiracji[przypis]Łukasz Wróbel wskazuje tu na inspiracje Skwarczyńskiej metaestetyką Sobeskiego, psychologią Władysława Witwickiego, nauką o literaturze Juliusza Kleinera oraz hermeneutyczną filozofią humanistyki Wilhelma Diltheya, zob. tenże, <em>Hylé i noesis. Trzy międzywojenne koncepcje literatury stosowanej</em>, Toruń 2013, s. 184–185. Z innych źródeł wiadomo o inspiracjach płynących z fenomenologii, katolickiego personalizmu Emmanuela Mouniera i neotomizmu Jacquesa Maritaina (pisał o tym we wspomnieniu m.in. Marian Piechal, sygnalizują to także powojenne paxowskie teksty Skwarczyńskiej z lat 1945–1949). Osobiście jestem przekonany, że obok wszystkich tych źródeł należy postawić u Skwarczyńskiej, być może nawet na pierwszym miejscu: romantyczną filozofię społeczną i sprzężoną z nią estetykę Mickiewicza, Cieszkowskiego i Norwida. &nbsp;Por. A. Walicki<em>, Cyprian Norwid – trzy wątki myśli</em>, [w:] tenże, <em>Filozofia polskiego romantyzmu</em>, Kraków 2009, s. 447–492. O transpozycji tych inspiracji obecnych w myśleniu Skwarczyńskiej na pole teorii literatury – które nadają genologii badaczki rysy czynnościowe i „praksistowskie” – jestem głęboko przekonany. Jest to jednak temat na osobny tekst o ukrytych implikacjach romantycznych „programów kulturowych” pracujących w zapleczu pojęciowym polskiej XX-wiecznej humanistyki akademickiej.[/przypis] – nie odsyła na innym, głębszym już planie do określonego zapotrzebowania otoczenia. W tym przypadku: do ramujących intelektualną pracę tej dwójki „społecznych obiegów wiedzy”, które u &nbsp;tak bardzo odmiennych osobowości badawczych wiąże się przecież z podobnym doświadczeniem pracy akademika humanisty w ośrodku przemysłowym, z odwagą wyjścia poza obszar nauki instytucjonalnej, z animacją kultury i z kontaktem z pozauniwersytecką ścieżką edukacją ludzi dorosłych, wymagającą otwarcia na ich „nieakademicki” styl poznawczy.</p>



<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; W tym duchu można czytać zdania, jakie Stefania Skwarczyńska i Tadeusz Czapczyński zamieścili w imieniu Komitetu Redakcyjnego w 1937 roku we wstępie do „Prac Polonistycznych”, będących pierwszym naukowym periodykiem humanistycznym wydawanym w Łodzi. Zacytowane poniżej słowa sygnalizują czytelnikom, że efektów humanistyki naukowej – zwłaszcza w mieście przemysłowym – nie da się sprowadzić do „wewnętrznego” procesu poczynań zachodzących w samym życiu intelektualnym. Stefania Skwarczyńska i Komitet wskazują, iż prezentowany tom: „składa się z trzech części: pierwsza zawiera rozprawy i materiały naukowe, druga owoce przemyśleń i doświadczeń łódzkiego nauczyciela-polonisty; trzecia to bodaj częściowe zobrazowanie rozwoju kulturalnego miasta Łodzi w ostatnich latach na różnych polach jego żywotności. Wbrew pozorom związek trzeciej części z dwiema pierwszymi nie jest luźny. Przecież to wszystko, czym żyje Łódź, co stwarza w dążeniu do własnego wyrazu kulturalnego, z jednej strony decyduje o atmosferze miasta, wspólnego warsztatu naszej pracy, a z drugiej jest materiałem nie tylko naszych rozważań poznawczych, lecz także źródłem, skąd czerpie nauczyciel wychowawcze natchnienie dla regionalistycznego sformowania psychiki młodzieży”.</p>



<p>Humanistyka, która pozostaje związana z tym, „czym żyje Łódź, co stwarza w dążeniu do własnego wyrazu kulturalnego”, łączy się z otoczeniem nie tylko przez socjologicznie uchwytną wieź środowiskową, jak również nie przez samo eksplicytne podejmowanie aktualnej tematyki regionalnej miasta wielkoprzemysłowego, ani też nie przez zniżający się do poziomu „wyobrażonego odbiorcy” dydaktyzm. Chodzi bardziej o gotowość do (i epistemiczną możliwość) ujawnienia analitycznego stosunku do niekwestionowanych w polu „instytucjonalnie ustabilizowanej” humanistyki tradycyjnej przesądzeń o hierarchii dyskursów, pojęć i form miarodajnej wiedzy. Powtórzmy: nie idzie o naiwne „zrównanie” form wiedzy naukowej i potocznej, zwłaszcza co do stopnia ścisłości – ale o gotowość do penetrowania relacji zachodzących pomiędzy różnymi poziomami wiedzy kulturowej jako momentami tego samego procesu społeczno-materialnego[przypis]O ile ten widziany jest przez badacza lub badaczkę jako „wspólny warsztat pracy”, a nie tylko jako materiał dla jej lub jego „rozważań poznawczych” – jak dzieje się w przypadku akademików sytuujących siebie wyobrażeniowo „na zewnątrz”, zakładających separację siebie od omawianych porządków.[/przypis]. Humaniście, który rozpoznaje się w tej niegotowej rzeczywistości Miasta, jego środowisk autodydaktów walczących o zwiększenie własnych kompetencji i kapitału kulturowego, znacznie łatwiej pozwolić sobie na „mutację” własnego stylu myślowego, na eksperymentalną niegotowość[przypis]Maciej Gorczyński, monografista krystalizującej się w okresie międzywojennym polskiej teorii literatury, byłby tutaj zdania odmiennego, skoro uznanie przez Skwarczyńską samej siebie za przedstawicielkę “łódzkiego środowiska naukowego” lat 30. kwituje bagatelizującym stwierdzeniem, iż mamy tutaj do czynienia jedynie z “hiberbolizującym wspomnieniem”. Badacz ten odmawia także międzywojennemu łódzkiemu środowisku intelektualnemu poważniejszego znaczenia. Zob. M. Gorczyński, <em>op. cit</em>., s. 189-190. &nbsp;Myślę, że ta oceana Gorczyńskiego jest zbyt silnie uwarunkowana jego założeniami metodologicznymi, które ukierunkowują go na poszukiwanie pionierów I autorów a nie pozwalają zauważyć sieci środowiskowych jako przestrzeni rodzenia się teoretycznych inwencji.[/przypis]. Poświadczeń teoretycznych dla takiego stanu rzeczy nie potrzeba wcale poszukiwać jedynie po stronie materialistycznych optyk zogniskowanych na relacji „kultura i determinacje”. Wystarczy do tego wrażliwy na kolektywizm epistemologiczny porządek badań Ludwika Flecka[przypis]L. Fleck, <em>Powstanie i rozwój faktu naukowego</em>, przeł. M. Tuszkiewicz, Lublin 1986, passim.[/przypis]. &nbsp;</p>



<p>Myślę, że mogę ten tekst zakończyć ostrożną hipotezą, którą będzie jeszcze trzeba poddać weryfikacji. Być może wiedza i umiejętności kolektywu międzywojennych humanistów miasta przemysłowego, częściowo zwerbalizowane, częściowo zaś istniejące jako „milcząca wiedza” funkcjonują jako ważne elementy stylu myślowego Stefani Skwarczyńskiej, wyrażone przez nią w ramach rygorów pojęciowych literaturoznawczej i kulturoznawczej wiedzy naukowej.</p>



<p class="meta-tytul mt-5">Bibliografia</p><div class="meta-biblio"><strong>Askenzy Szymon</strong>, <em>Tadeusz Korzon. 50-lecie pracy naukowej</em>, w: <em>Portrety uczonych polskich</em>, wybór A. Biernacki, Kraków 1974</p>



<p><strong>Bachtin Michaił</strong>, <em>Odpowiedź na pytanie redakcji „Nowyj Mir”,</em> w: tenże, <a><em>Estetyka twórczości słownej</em>, przeł. D. Ulicka, oprac. E. Czaplejewicz, Wyd. PWN, Warszawa 1986</a></p>



<p><strong>Bachtin Michaił</strong>, <em>Z notatek do „Problemów gatunków mowy”</em>, w: <em>Ja – Inny. Wokół Bachtina. Antologia</em>, t. 1, Kraków 2009</p>



<p><strong>Baranowski Krzysztof</strong>, <em>Inteligencja łódzka w latach II Rzeczpospolitej</em>, Wyd. Łódzkie, Łódź 1996</p>



<p><strong>Baranowski Krzysztof</strong>, <em>Oddział Wolnej Wszechnicy Polskiej w Łodzi 1928–1939</em>, Warszawa–Łódź 1977</p>



<p><strong>Bernstein Basil</strong>, <em>Odtwarzanie kultury</em>, wybór i oprac. A. Piotrowski, przeł. &nbsp;i wstępem opatrzył Bokszański Zbigniew, Piotrowski Andrzej, PIW, Warszawa 1990</p>



<p>&nbsp;<strong>Bloor David</strong>, <em>Wielościany i nieczyste zwierzęta z „Księgi Kapłańskiej”,</em> przeł. M. Tempczyk, w: <em>Mocny program socjologii wiedzy</em>, wybór. B. Barnes, D. Bloor, PIW, Warszawa 1993</p>



<p><strong>Bourdieu Pierre</strong>, <em>Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia</em>, przeł. P. Biłos, Warszawa 2005</p>



<p><strong>Brzostowska-Tereszkiewicz Tamara</strong>, <em>Ewolucje teorii. Biologizm w modernistycznym literaturoznawstwie rosyjskim</em>, Wyd. Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2011</p>



<p><a><strong>Chałasiński Józef</strong></a>, <em>Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej</em>, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1958</p>



<p><strong>Czaplejewicz Eugeniusz</strong>, <em>Pragmatyka, dialog, historia. Problemy współczesnej teorii literatury</em>, PWN, Warszawa 1990</p>



<p><a><strong>Czepulis-Rastenis Ryszarda</strong></a>, „<em>Klassa umysłowa”. Inteligencja Królestwa Polskiego 1832-1862</em>, Książka i Wiedza, Warszawa 1973</p>



<p><em>Dziennik Urzędowy Kuratorium Okręgowego Szk. Łódzkich</em>, 1922</p>



<p><strong>Fleck Ludwik</strong>, <em>Powstanie i rozwój faktu naukowego</em>, przeł. M. Tuszkiewicz, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1986</p>



<p><strong>Gołąb Mariusz</strong>, <em>Rozmowa, </em>w: <em>Historia mówiona polskiego kulturoznawstwa, </em>red. Piotr Majewski, Piotr Jakub Fereński, Anna Gomóła, Krzysztof Moraczewski, Wyd. Katedra, Gdańsk 2018</p>



<p><strong>Gorczyński Maciej</strong>, <em>Prace u podstaw. Polska teoria literatury w latach 1913-1939</em>, Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2009</p>



<p><strong>Jakubowski Jan Zygmunt, Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Kult pracy i jej problemy w literaturze (dialog),</em> „Kurier Łódzki 1939, nr 215</p>



<p><strong>Kant Immanuel</strong>, <em>Krytyka władzy sądzenia</em>, przeł. J. Gałecki, PWN, Warszawa 1986</p>



<p><strong>Kluba-Połatyńska Anna, Sorbjan Anna</strong>, <em>Dokumentacja twórczości naukowej Stefanii Skwarczyńskiej</em>, red. S. Kaszyński, Wyd. Łódzkie, Łódź 1984</p>



<p><em>Koło Polonistów w Łodzi</em>, „Prace Polonistyczne”,1937, t. I, s. 388</p>



<p><em>Księga Pamiątkowa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (1906–1956),</em> t. 1, SGGW, Warszawa 1958</p>



<p><strong>Łempicki Zygmunt</strong>, W&nbsp;<em>sprawie uzasadnienia poetyki czystej</em>, Lwów, 1921 (nadbitka „Przeglądu Filozoficznego”, r. 23)</p>



<p><strong>Micińska Magdalena</strong><em>, Inteligencja na rozdrożach 1864-1918</em>, Instytut Historii PAN, Wyd. Nerition, Warszawa 2008</p>



<p><strong>Miedwiediew Paweł</strong>, <em>Znaczenie, wyznaczniki i rola gatunku</em>, przeł. E. Czaplejewicz, w: <em>Bachtin. Dialog. Język. Literatura</em>, red. E. Czaplejewicz, E. Kasperski, PWN, Warszawa 1983</p>



<p><strong>Olszewicz Bolesław</strong>, <em>Obraz Polski dzisiejszej, Fakty. Cyfry. Tablice</em>, Wyd. M. Arcta, Warszawa 1938</p>



<p><strong>Piechal Marian</strong>, <em>Jakubowski, ten Jan Zygmunt</em>, „Miesięcznik Literacki’ 1977, nr. 2.</p>



<p><strong>Płachecki Marian</strong>, <em>Wojny domowe. Szkice z antropologii słowa publicznego w dobie zaborów</em> (1800-1880), IFiS PAN, Warszawa 2009</p>



<p><strong>Rogowicz Wacław</strong>, <em>Warszawa wydarta niepamięci</em>, Wyd. Literackie, Kraków 1956</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Geneza i rozwój rodzajów literackich</em>, w: tejże, <em>Z teorii literatury. Cztery rozprawy</em>, Wyd. Poligrafika, Łódź 1947</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>O metodzie badania literatury stosowanej</em>, „Ruch Literacki” 1933, r. 8, nr. 7, s. 129-134,</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>O pojęcie literatury stosowanej</em>, „Pamiętnik Literacki”, 1931, t. 28, nr 1, s. 1-24</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Prawda o pierwszej w Polsce Katedrze Teorii Literatury</em>, „Teksty” 1981, nr 1</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Przedmiot, metody i zdania teorii literatury</em>, „Pamiętnik Literacki’ 1938, tom 35, nr 1-4</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Szkice z zakresu teorii literatury</em>, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Lwów 1932</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Teoria listu</em>, Nakładem Towarzystwa Naukowego we Lwowie, Lwów 1937</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>U źródeł autobiografii naukowej</em>, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, 1987, nr. 2</p>



<p><strong>Skwarczyńska Stefania</strong>, <em>Z teorii literatury</em>, „Kurier Łódzki”, „Dodatek Literacki”, 1938, nr 9, s. 17</p>



<p><strong>Walicki Andrzej</strong><em>, Cyprian Norwid – trzy wątki myśli</em>, w: tenże, <em>Filozofia polskiego romantyzmu</em>, Kraków 2009</p>



<p><strong>Williams Raymond</strong>, <em>Marksizm i literatura</em>, przeł. A. Chojnacki, E. Kasperski, posłowie S. Żółkiewski, PWN, Warszawa 1989</p>



<p><em>Wolna Wszechnica Polska w Łodzi</em>, „Prace Polonistyczne” 1937, tom I, Nakładem Koła Polonistów w Łodzi z zasiłku Zarządu Miejskiego w Łodzi</p>



<p><em>Wolna Wszechnica Polska w Warszawie, Oddział w Łodzi. Sprawozdanie za okres 1928-1937</em>, Łódź 1938</p>



<p><strong>Wróbel Łukasz</strong>, <em>Hylé i noesis. Trzy międzywojenne koncepcje literatury stosowanej</em>, Wyd. Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika Toruń 2013</p>



<p><a href="https://www.miastograf.pl/asset/4445">https://www.miastograf.pl/asset/4445</a> (dostęp: wrzesień 2021).</div>



<p class="meta-tytul mt-5">Abstract:</p>



<p><strong>Humanities in the city. About the activities of Stefania Skwarczyńska</strong></p>



<p>Shaping the relationship between higher education institutions, the field of science and the broader social environment in an industrial city is an important issue. A case of this is Wolna Wszechnica Polska in 1930s, which was in fact the first institution during interwar period opening opportunities for science and humanities in Lodz as a large Polish industrial center. The activity of Stefania Skwarczyńska in those years shows that the styles of theoretical thinking and shaping scientific community in Lodz were in fact different from the academic patterns of an old university centers. They were, however, like the postwar active adult education program conducted by the fathers of British cultural studies in the 1950s and 1960s. The community teachers and researchers in the humanities created at that time will be built from scratch by the University of Lodz after 1945. Skwarczyńska also be built the foundations of the syllabus of cultural studies as a field of study in Lodz from the 1970’s.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kalejdoskopkultury.pl/humanistyka-wg-skwarczynskiej/">Humanistyka w mieście. O Stefanii Skwarczyńskiej</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kalejdoskopkultury.pl">Kalejdoskop Kultury</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
