02 (02) 2021 | | Publicystyka

Od Oświecenia po nowe technologie. Książki „produkujące” wiedzę

Redakcja

Oto subiektywny wybór książek, które uznaliśmy za udane i trafione publikacje, które „produkują” wiedzę. To znaczy, które dokonują transmisji wiedzy „specjalistycznej” lub eksperckiej i wzmacniają strumień społecznych obiegów wiedzy. Przystępnie, ale bez taryfy ulgowej.


Oświecenie, czyli tu i teraz
Łukasz Ronduda i Tomasz Szerszeń (red.)
Karakter, Kraków 2021

Książka, która ma formę dyptyku. Piórami znakomitych autorów prowadzi się tu rozważania o istocie i dziedzictwie oświecenia, a tekstom świetnych autorek i autorów towarzyszy wizualny esej, w którym z pracami z Gabinetu Rycin, pierwszej tego typu kolekcji grafiki w Polsce, założonej przez króla Stanisława Augusta (projekt nie został sfinalizowany, pozostał trochę takim work in progess – jak samo Oświecenie) dialogują współczesne artystki i artyści. Główna teza jest taka, że o ile oświecenie jako epoka się skończyło, to jako projekt intelektualny opierający się na polityce krytycznego myślenia, definiujący kształt naszej teraźniejszości, trwa nadal. Najciekawsze teksty? Edwin Bendyk pisze o związkach postoświeceniowego paradygmatu z techniką i futurologią. Rafał Matyja pyta, czy mamy dziś do czynienia z końcem oświeceniowej wyobraźni. Iwona Kurz pisze o zjawisku niedokończonej emancypacji i powinnościach uniwersytetu. Adam Lipszyc błyskotliwie tropi „akty oświecenia” w literaturze, za punkt wyjścia mając arcydzielne nowele „Benito Cereno” i „Bartleby” Hermana Melville’a. Książka do praktycznego użycia na co dzień.

O pisaniu
Margaret Atwood
Karakter, Kraków 2021

Najpierw było sześć wykładów, które pisarka wygłosiła na uniwersytecie w Cambridge w 2000 roku. Teraz, po koniecznej redakcyjnej obróbce, stanowią nie tylko dowód erudycji autorki „Opowieści podręcznej”. Są przede wszystkim, patrząc na tytuł – paradoksalnie, szkołą tyleż pisania, co czytania literatury. Anegdoty związane z własną praktyką twórczą Atwood oraz wątki biograficzne nie dominujące nad całością. Nie układają się w wachlarz rozwiązań, zestaw chwytów. Pojawiają się, na ogół,by wprowadzić tematy szersze (przemiany społeczne w Kanadzie po II wojnie światowej, emancypacja kobiet etc.). Bo Atwood czytając – głównie czołowych autorów europejskich XX wieku oraz kanon literatury kanadyjskiej – patrzy na proces pisania w szerszym planie: na dwoistość pisarza i dzieła, które tworzy, na mity związane z rolami, jakie są pisarzowi przypisywane, na adresowanie dzieła literackiego do „wymarzonego odbiorcy”, a przez to i na sam ontologiczny status tekstu. To coś znacznie więcej niż poradnik twórczego pisania. To podszewka literatury.

Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?
Natalia Hatalska
SIW Znak, 2021

No właśnie: czy ocali? Gdyby próbować odpowiadać na pytanie z tytułu książki – raczej nie. Nie sama z siebie. Nie jest cudownym remedium na znane problemy. Ba, każdy wynalazek pewne problemy rozwiązuje, ale tworzy nowe (w rozrachunku korzyści jednak dominują – są na to badania). I przed kim miałaby ocalać – chyba przed nami i sobą samą. Technologia, o której Hatalska pisze, że im bardziej zaawansowana, tym bardziej niewidoczna, jest narzędziem, które nasze życie czyni lepszym, wygodniejszym (to też potwierdzają badania).Jeśli nauczymy się rozumieć jej istotę, to będziemy minimalizować negatywne jej skutki. Innym opisywanym tu zjawiskiem jest „udomowienie” nas przez technologię (nowe urządzenia wypierają starsze, nie idąc za tą zamianą, popadamy w technologiczne wykluczenie – nie da się np. powrócić do faksów). Jeszcze nnym – „życie” samej technologii, jej usamodzielnianie się przez tworzenie własnego „ekosystemu”. Kolejnym – jej wpływ liczne dziedziny życia, od komunikacji, po medycynę. Wszystko to Hatalska opisuje w sposób przystępny, zrozumiały dla laika, przez co „Wiek paradoksów” może pełnić rolę podręcznika do klasy pierwszej z wiedzy o technologii (gdyby oczywiście takie zajęcia istniały w programie szkolnym).

Planeta Piołun
Oksana Zabużko
Wydawnictwo Agora, 2022

Nietypowa pozycja w tym zestawieniu. Bo co ukraińska pisarka i jej eseje mają wspólnego z „produkcją” wiedzy? Wypowiedzi i książki Zabużko, zwłaszcza w sytuacji, w jakiej od 24 lutego jesteśmy, są dziś – by zacytować ze wstępu do polskiego czytelnika – przekroczeniem sytuacji, jakim było „oddzielenie murem wiedzy, której nie da się przekazać”. Trwało to od 2014 roku i od momentu zajęcia przez Rosjan i prorosyjskie Donbasu i Ługańska. „W żadnym wystąpieniu na żadnym, choćby najważniejszym szczycie, w żadnym wywiadzie dla wszystko jedno jak popularnego tygodnika” nie udało się przekroczyć tego stanu. Uznano, że pomoże… książka. Wiedza, którą dzieli się Zabużko, to po pierwsze wiwisekcja poczucia bezradności, które towarzyszy obserwacji postępów, jakie robi w Polsce „putinowska, orbanowska, berlusconiowsa demokracja”, na wzór działań, które przeszła jej ojczyzna. Ta wiedza to też bagaż „ukraińskich doświadczeń”, w tym ich „stu lat samotności”, kiedy państwo to nie mogło znaleźć się ze swoją opowieścią w narracji europejskiej, bo nie mogło wydobyć się spod wpływu „radzieckiego story”. A dziś? Wszystko wskazuje, że to już przeszłość. Czytajmy Zabużko, czytajmy literaturę ukraińską, nadrabiajmy zaległości.

oprac. man

Facebook Facebook Facebook

Nasz serwis internetowy używa plików cookies w celach określonych w polityce prywatności.

AKCEPTUJĘ REZYGNUJĘ