02 (02) 2021 | | Felietony

Muri Uniwersalne

Adam Lipszyc

Ta szczególna instytucja powstała w roku 1918 w miejscowości Muri pod Bernem. Przedpierwszym, fundacyjnym aktem, który umożliwił narodziny uczelni, była odmowa udziału w wielkowojennym czynie zbrojnym: Uniwersytet Muri założył dekownik Walter Benjamin wraz ze swoim przyjacielem, symulantem Gerhardem (Gershomem) Scholemem. Wedle dokumentu opatrzonego tytułem „Acta Muriensa” na portalu uczelni widnieć miał napis: „Lirum larum skład z łyżkami, dzieci dręczą pytaniami”.

Zgodnie z tą głęboką zasadą instytucja zapraszała do współpracy najtęższe głowy swoich czasów. I tak w ramach działalności Uniwersytetu słynny badacz dogmatyki kościelnej Adolf von Harnack wygłosić miał wykład „Jajko wielkanocne: zalety i zagrożenia”, a Zygmunt Freud – odczyt „Skąd się biorą małe dzieci” oraz pogadankę „Wyjaśnienie kilku dowcipów”.

Adam Lipszyc.
Fot. Archiwum prywatne

Potem oczywiście zrobiło się poważniej i twórcom Uniwersytetu coraz mniej było do śmiechu. Benjamin nie zdołał uzyskać habilitacji, a zatem i prawa do nauczania na jakimkolwiek uniwersytecie poza Muri. Odtąd zmuszony był wieść niepewny żywot krytyka literackiego, recenzenta i tłumacza. Pod koniec lat dwudziestych rozpoczął swój niezbyt konsekwentny flirt z komunizmem i bardzo konsekwentny eksperyment z materialistycznymi analizami kultury we wszystkich jej wymiarach. W roku 1933 uciekł z Niemiec do Paryża, gdzie aż do samobójczej śmierci w roku 1940 pracował nad słynnymi „Pasażami”. Scholemowi tylko z pozoru wiodło się lepiej. Jako anarchizujący syjonista kulturowy już w 1923 roku wyjechał do Palestyny, gdzie kilka lat później uzyskał posadę na powstałym właśnie Uniwersytecie Hebrajskim. Przepracował w tej instytucji kilkadziesiąt lat, a w roku 1982 umierał jako światowej sławy znawca dziejów żydowskiej mistyki i teologii judaizmu w ogóle.

Uniwersytet Muri odrodził się sześćdziesiąt pięć lat później, kiedy samozwańczy pseudokanclerz nadał tej instytucji imię Franza Kafki. Odtąd ta podwójnie kanciarska uczelnia – podróbka źródłowej blagi, fantom widma – rozwijała się już bez oporów i bez opamiętania

Za fasadą tego niewątpliwego sukcesu skrywało się jednak głębokie rozczarowanie: rozczarowanie kierunkiem, jaki obrał syjonizm, rozczarowanie niedokonanym odrodzeniem żydowskiego ducha, rozczarowanie własnymi jedynie-profesorskimi osiągnięciami – czymś, co on sam określał mianem śmierci w profesurze. Rzeczywiście, choć dojrzałe historyczne dzieła Scholema są po prostu olśniewające, jego największych intelektualnych dokonań szukać trzeba w dziennikach powstających w okresie najściślejszych kontaktów z Benjaminem, w kilku krótkich, ezoterycznych tekstach z lat 20. i 30. oraz w jego pasjonującej korespondencji z przyjacielem. Korespondencja ta osiągnęła maksimum intensywności, gdy w latach 30. luminarze Muri prowadzili słynną dyskusję dotyczącą dzieła Franza Kafki, w której dylematy literaturoznawcze, filozoficzne i teologiczne zaplatają się z kwestiami politycznymi i geograficznymi. Ostatnie odcinki tej korespondencyjnej debaty, której zapis należy uznać za najwspanialszy rezultat działalności Uniwersytetu Muri, pochodzą z roku 1938. Wkrótce potem Benjamin już nie żył, Scholem zarzucił swoją działalność ezoteryczną, a Uniwersytet przeszedł w stan hibernacji.

Odrodził się sześćdziesiąt pięć lat później, kiedy samozwańczy pseudokanclerz nadał tej instytucji imię Franza Kafki. Odtąd ta podwójnie kanciarska uczelnia – podróbka źródłowej blagi, fantom widma – rozwijała się już bez oporów i bez opamiętania. O ile w swojej wyjściowej postaci Uniwersytet miał tylko dwóch, za to genialnych pracowników, o tyle w wersji odnowionej postawiono na liczebność kadry i geo-dyscyplinarne rozplenienie instytucji. Podobnie jak Związek Policjantów Mówiących w Języku Jidysz oraz Unia Ludzi Pióra Nienależących do Kręgu Stefana Georgegoodnowiony Uniwersytet Muri ma charakter uniwersalny. Mamy filie w Bydgoszczy, Frankfurcie nad Menem, Wiązownie nad Świdrem, Tel Awiwie, Krakowie, Bogocie, Gdańsku, Otwocku i Poznaniu, a także, okresowo, w Olecku, Lubomierzu i Stręglu. W szeregi wykładowców wstępuje się na mocy samowolnej decyzji kanclerza, który w przypływie nieuzasadnionej miłości do ludzi bezrozumnie szafuje stanowiskami, etatami i katedrami. Jak grzyby po radioaktywnym deszczu w ramach Uniwersytetu rodzą się wydziały, zakłady i pracownie, oddające się badaniu najróżniejszych, a kompletnych głupot. Aż dziw, że w takim natłoku sucharowych niedorzeczności i narcystycznego samozachwytu przez osiemnaście lat działalności (spokojnie, dojrzałość nam nie grozi) Uniwersytet był w stanie pracować bez wytchnienia, organizując zupełnie przyzwoite seminaria, zwołując nienajgorsze konferencje i wypuszczając na mało zainteresowany rynek kolejne tomy i tomiki wypracowań poświęconych filozofii i literaturze. Rynek trudno zresztą winić, bo piszemy tylko o swoich i dla swoich.

Uniwersytet Muri im. Franza Kafki założono po to, by wyśmiewać jałowiznę życia akademickiego i jego instytucjonalnych form, lecz także by naprawdę robić to, co w ramach tych form robić się miało, ale z różnych powodów robi się tylko czasem. W tym sensie UMFK jest, najskromniej mówiąc, bezpośrednią i absolutną materializacją platońskiej idei uniwersytetu. Inne uczelnie to blade cienie tej prześwietnej instytucji. Gdy między łowieniem grantów a wypełnianiem tabelek, między posiedzeniami rad naukowych a obradami komisji na moment siadacie na tyłkach i robicie swoje, przez ułamek chwili oddychacie powietrzem Muri. Owszem, niektórzy z nas pracują także na tych zwyczajniejszych uczelniach, ale Uniwersytet Muri to zazdrosne bożyszcze. Jeżeli jakąkolwiek posadę cenisz sobie wyżej niż bezpłatny etat na UMFK, twoje notowania spadają; jeżeli cokolwiek sprawia ci większą przyjemność niż niekończąca się gadanina o pisaninie i niekończąca się pisanina o gadaninie, twoje notowania spadają. Jeszcze nikogo nie wylaliśmy, ale przecież zawsze możemy! W każdym razie Uniwersytetowi nic nie zaszkodzi – ani kapryśni grantodawcy, ani jeźdźcy ideologicznej apokalipsy. Jesteśmy wszędzie. Żyjemy powietrzem i kradzionymi książkami. Tak jest najprzyjemniej, ale też najbezpieczniej. Nie można zniszczyć czegoś, czego nie ma.

Facebook Facebook Facebook

Nasz serwis internetowy używa plików cookies w celach określonych w polityce prywatności.

AKCEPTUJĘ REZYGNUJĘ