01 (01) 2021 | | Publicystyka

Niespodziewana nowoczesność

Maria Krześlak-Kandziora

Piętnastego marca po prostu nie otworzyliśmy sklepu. Dzień wcześniej dyrektor administracyjny Centrum Kultury Zamek w Poznaniu zadecydował: Zamkniemy główne wejście, nie uruchomimy kina, nie otworzy się wystawa, odwołujemy koncerty. Joanna Przygońska, kierowniczka działu literatury, odwołała Festiwal Fabuły i wszystkie spotkania literackie.

Dla księgarni dwutygodniowy przestój to dużo. Bookowski opiera się na kilku filarach. Pierwszym z nich są wydarzenia organizowane w Centrum Kultury Zamek: od festiwali literackich, przez seanse Kina Pałacowego, spektakle Teatru Animacji, Teatru Atofri, po koncerty (pamiętam, jak świetnymi –  bo kupującymi, ale i energetycznymi –  klientami byli słuchacze koncertu Coco Rosie). Zamek to buzujący organizm, gromadzący przeróżną publikę – od najmłodszych po seniorów. To oni stają się naszymi gośćmi, kupują książki. Kolejny filar to oczywiście stali klienci – osoby, które przyciąga charakter miejsca, polecane książki, kameralność jako taka. Przychodzą nas poznać, porozmawiać o wspólnych pasjach – od czytania po obserwowanie ptaków. I tego wszystkiego w połowie marca zabrakło. Zamek ucichł, stał się pustym bunkrem, opuściła go dusza – ludzie.

rower z położoną na nim paczką
Bookowski listonosz w drodze z przesyłką dla… Gucia. Fot. Facebook księgarni Bookowski

Nie mamy strony internetowej, co boleśnie sobie uświadamiamy, kiedy cały handel przenosi się do internetu. Lockdown wykorzystujemy do załatwienia formalności, przekształcenia firmy, dopięcia niezałatwionych wcześniej spraw, sprzątamy.

Narzędzia antykryzysowe

Najpiękniejszym mechanizmem ratunkowym okazują się relacje z klientami. Po dwóch tygodniach przestoju musimy wznowić handel, co ogłaszamy na naszych profilach na portalach społecznościowych. Sprzedawaliśmy książki przez Facebooka czy Instagrama. To tych narzędzi używamy do przyciągania uwagi, dialogu, polecania i odradzania książek. Intensyfikujemy komunikację przez sieć – posty, stories na Instagramie, relacjonujemy życie księgarni. W czasie epidemii okazuje się jednak, że wszystkim nam brakuje realnego kontaktu, rozmów.

Bony podarunkowe wymyśliliśmy już kilka lat temu. Teraz ogłaszamy, że można u nas kupić bon dla siebie i zrealizować go po zniesieniu sanitarnych obostrzeń. Reakcja jest natychmiastowa, nasi klienci z całej Polski – od Lublina po Szczecin i Suwałki – kupują bony, które wysyłamy pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Ja kupuję podobny bon w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu. Gdy tylko będzie to możliwe, odwiedzimy jednych z najlepszych księgarzy w Polsce. Siatka księgarskich kontaktów służy podczas stanu epidemii jako źródło wzajemnej wymiany informacji i do podtrzymywania na duchu.

Już po dwóch tygodniach wiadomo, że nie otworzymy księgarni tak szybko. Trzeba działać. Po dokonaniu zmian formalnych w firmie wreszcie możemy ruszyć z wysyłką książek z dostawą do  paczkomatów. Odzew jest dobry, ślemy książki w świat. Jeśli ktoś mieszka blisko, Konrad – nowy człowiek w Bookowskim – roznosi paczki podczas spaceru z psem. Ale prawdziwa rewolucja dopiero przed nami.

Rower

Jeżdżę rowerem cały rok, chyba że spadnie śnieg, wtedy odpuszczam. Pomysł jest więc prosty – na terenie Poznania książki będziemy dowozić rowerami. Jeździmy dwa-trzy dni w tygodniu, wożąc po 15–20 kilogramów książek. Pokonujemy czasem nawet trzydzieści kilometrów między osiedlami na poznańskich Winogradach a Wildą na drugim końcu miasta. Kluczymy między blokami, poznajemy miasto. Na ulicach spotykamy niewielu ludzi, jeździ się komfortowo, bo samochodów jakby o połowę mniej. Między wysokościowcami odbijają się agresywne komunikaty z policyjnych megafonów, przypominające, że mamy stan epidemii.

Dowozy rowerowe stają się kultowe, wrzucamy zdjęcia na Instastories – temat jest wdzięczny. Poznań przemierzany w wiosennej aurze można polubić, zielenią się niewykoszone pobocza. Jesteśmy wykończeni, ale zdecydowanie lepiej jest śmigać w słońcu niż siedzieć przy biurku. Rowerami jedziemy też do podpoznańskiego Puszczykówka, budząc radość odbiorców. Dla niektórych spotkania przy odbiorze paczki są jedyną okazją do interakcji z żywym człowiekiem. Czuję ulgę, gdy mogę wreszcie z kimś pogadać, zobaczyć twarze bookowskich ludzi. Odbieram dużo sygnałów o potrzebie zwyczajnego kontaktu z książkami i księgarzami.

Tymczasem w agencji

Agencja Autorska „Opowieści” powstała parę lat temu w głowie Katarzyny Krawczyk ze Szczecina, która zarządzała kalendarzem spotkań Filipa Springera. Dołączyłam do niej dwa lata temu razem z Anią Maciąg z Jeleniej Góry i Kasią Radzikowską z Lublina. We cztery koordynujemy spotkania kilkunastu pisarzy w całej Polsce. Wierzymy, że osobisty kontakt jest ważny zarówno dla czytelników, jak też autorów i autorek. Przyjazd pisarza czy pisarki jest formą promocji literatury, ale też miejsca, w którym spotkanie się odbywa. Współpracujemy z bibliotekami, instytucjami kultury, firmami. Nigdy jednak nie przygotowywałyśmy spotkań online. Aż do teraz.

Dla nas, agentek, odwołanie zleceń to odwołanie przelewów na konto. Niepokoją się autorzy
i autorki. Dla nich honoraria za spotkania to ważna część zarobków.

Od połowy marca właściwie do końca czerwca nie odbywa się żadne z zaplanowanych spotkań na żywo. Zasypują nas e-maile o odwoływaniu kolejnych wydarzeń i festiwali. Część przenosimy na jesień, od razu ustalając daty. Podejrzewamy, że jesień tego roku będzie pękała w szwach od wydarzeń – trzeba będzie nadrobić to, co zostało odwołane wiosną.

Dla nas, agentek, odwołanie zleceń to odwołanie przelewów na konto. Niepokoją się również autorzy i autorki. Dla nich honoraria za spotkania to ważna część zarobków. Unia Literacka ogłasza zbiórkę pieniędzy na rzecz pisarzy i pisarek, którzy w związku z epidemią znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej.

„Muszę być na froncie” – mówi Marcin Kubiak z winiarni „Pod Czarnym Kotem”, z któryąod kilku lat współpracujemy, tworząc literacki „kulturprogramm” tego miejsca. W lockdownie winiarnia przeszła w tryb „na wynos” – pachnące jedzenie i butelki z winem rozwożą żółtym fiatem 126p. Później powolutku wracają na stare tory. Na pierwszych spotkaniach literackich z Joanną Jodełką czy Ziemowitem Szczerkiem mieliśmy komplet. Teraz, w sierpniu, rozmawiamy o naszej potrzebie adrenaliny. Bez spotkań, zapraszania pisarzy, rozmów z nimi czujemy się wyjałowieni. Musi się dziać, musimy czuć, że sztorm jest za następną wyspą. Kiedy na spotkanie przychodzi trzysta osób, rozwiązujemy problemy na gorąco, martwimy się, ale potem wszystko wychodzi wspaniale. Pijemy szprycer, sierpień faluje w upale, ostrożnie planujemy jesień i zimę.

dwa podobne zdjęcia, na pierwszym dziewczyna zakrywa twarz kartką za napisem koniec, na drugim odwraca kartkę i jest napis mój jedyny przyjacielu. Jest to cytat z piosenki The Doors "The End"
Zapowiedź spotkania z Honzą Zamojskim o sztuce, sztuce książki, sensacyjnej fabule i o lesie. Fot. Facebook Księgarni Bookowski.

Całe życie w streamie

W Agencji na froncie lądujemy szybko, bo już w trzeci dzień narodowej kwarantanny. Ruszamy ze streamami w internecie. Mając do wyboru nierobienie niczego lub pakowanie się w masę pracy bez gratyfikacji finansowej, wybieramy to drugie. Przez półtora miesiąca w każdy dzień powszedni wspieramy kolejnych autorów i autorki Agencji w streamach. Spotkania są godzinnymi speechami na Facebooku. Przygotowujemy materiały promocyjne, grafiki, wypuszczamy informacje w sieć, szkolimy pisarzy i pisarki w obsłudze narzędzia, jakim jest stream, po nocach uczymy się same. Reakcja przerasta nasze oczekiwania (choć tych właściwie nie było) – przybywa nam kilka tysięcy followersów, codziennie przed ekranami gromadzimy kilkaset osób. W sumie streamy zostały obejrzane przez kilkanaście tysięcy użytkowników mediów społecznościowych, otrzymałyśmy wsparcie finansowe Facebooka, a przede wszystkim usłyszałyśmy, że dla wielu osób codzienne spotkania o siódmej wieczorem stały się jak włączanie radia, by posłuchać ulubionej audycji.

Nowa jakość, nowe zmęczenie

Okazało się, że po prostu trzeba nauczyć się częściowo żyć online. Pamiętam rozmowę ze znajomym pisarzem na początku pandemii – był zdenerwowany, że już trzeci raz ktoś go prosi o wystąpienie w streamie. Już wiemy, że stanie się to normą na kolejne miesiące, może lata. Opanowaliśmy po kilka narzędzi: takie do organizowania warsztatów z dziećmi i dorosłymi, do rozmów we dwie, trzy albo cztery osoby, dostosowaliśmy się do rzeczywistości internetowej. Aplikacje stają się naszymi partnerami. Problemem jest stres i zmęczenie wynikające z niemal całodobowego poruszania się po sieci. Z rodziną, znajomymi spotykamy się na Messengerze, Zoomie, BeLive. Poranki to kawa ze współpracownikami rozsianymi po całej Polsce. Nowocześnie, ale nieludzko. Chęć odcięcia się od sieci rośnie, wydaje mi się, że wszyscy w tym roku bardziej czekamy na wakacje. W sieci nie ma pór roku, czas płynie nieco inaczej. Możemy zrealizować chory sen o życiu i wytwarzaniu treści 24/7. A nam brakuje zwykłej, dobrej adrenaliny i spotkania z żywymi ludźmi tu i teraz.

Rzeczywistość uelastycznia się. Literacki Sopot, jeden z ważniejszych festiwali letnich, ogłasza, że odbędzie się, choć w innej formie. Publiczność może się pojawić, ale biletów jest niewiele i rozchodzą się w trzy godziny. Spotkania, panele dyskusje będą transmitowane do sieci, część gości z zagranicy pojawi się tylko na ekranach. Z Tromso dzwoni Ilona Wiśniewska. Polska jest na czerwonej liście państw, w których COVID ma się zbyt dobrze, a to oznacza, że Ilona po powrocie do Norwegii z festiwali będzie musiała przejść kwarantannę. Mimo to decyduje się przyjechać. Ale skraca pobyt – znów część wydarzeń się nie odbędzie.

Historie z księgarni

W księgarni ruszam ze spotkaniami transmitowanymi live na bookowskim kanale facebookowym. Zapraszam przyjaciół i znajomych do rozmów przez kamerę telefonu. Z Michałem Czepkiewiczem,  geografem, badaczem wpływu podróży lotniczych na ślad węglowy, gadamy o książkach na czas kryzysu klimatycznego, z Agatą Wittchen-Barełkowską dyskutujemy o prozie i dramatach Thomasa Bernharda, z Joanną Przygońską o tym, jak Centrum Kultury Zamek reaguje na kryzys, jak żyć w świecie zmian. Zapraszam też Sebastiana Musielaka, żeby porozmawiać o tłumaczonych przez niego książkach. Wszystko po to, żeby się spotkać. Moi goście przyjeżdżają do księgarni zamkniętej na cztery spusty. Siadamy z kawą i przez godzinę opowiadamy o literaturze. Z drugiej strony ekranu towarzyszą nam klienci, fani, przyjaciele Bookowskiego. To jedyna możliwość, żeby skomunikować się w tej przedziwnej sytuacji. „Historie z księgarni” mają kontynuację – Państwowy Instytut Wydawniczy chce, żebym jeden odcinek poświęciła właśnie wydanej przez nich książce.

Będąc młodą streamerką…

Po kilku miesiącach swobodniej posługujemy się narzędziami internetowymi, nauczyliśmy siebie i innych, jak posługiwać się kamerą – z telefonu czy komputera. Ustawienie kadru, dźwięku, ryzykowanie, że coś zawiedzie – jednym słowem streamy na żywo – będą już zawsze wpisane w naszą pracę. Normą staje się dwutorowe planowanie wydarzeń (oraz dwutorowe budżetowanie), online i na żywo. Układając pomysły na jesień i zimę, tak w Agencji, jak i w Bookowskim, przeplatamy działania w przestrzeniach realnych z tymi, które zrobimy w sieci. Być może pandemia ukształtowała nas na nowych ludzi, zbliżyła do technologii, pozwoliła odkryć świat, w którym jak ryby w wodzie poruszają się youtuberzy, w którym podcasty to od dawna codzienność. Teraz my też tu jesteśmy, trochę zmęczeni, ale może skuteczniejsi w realizowaniu księgarskich i kulturalnych celów, w promocji wartości, które są dla nas istotne?  

Dzwonię do kolegi pisarza, który odżegnywał się od „pokazywania gęby online” – spotkania ma zaplanowane do maja, wszystkie wirtualne.

Uczestniczę w badaniach
i ankietach, z których wynika, że artyści, animatorzy, pracownicy kultury bez etatów albo prowadzący własne działalności tracą zatrudnienie z dnia na dzień. Jak zamortyzować sektor kultury?

W październiku odbyła się druga edycja Nocy Księgarń. Impreza koordynowana przez niezmordowanego Jędrka Biegańskiego w całości zostaje przeprowadzona w sieci. Udaje się wspaniale, wydarzenia online są dobre jakościowo, przyciągają tylu odbiorców, że księgarnie kameralne plasują się wysoko w rankingu statystyk oglądalności Facebooka. Namawiamy portal do wsparcia finansowego akcji ratowania małych księgarń „Książka na telefon”. Akcja codziennie przypomina czytelnikom, gdzie kupować książki i dlaczego warto wspierać lokalne księgarnie. Angażuje autorów, krytyków literackich, motywuje samych księgarzy do działania.

Ku przyszłości

Po krótkiej jesiennej odwilży, kilku wydarzeniach na żywo, pozornej normalności znów jesteśmy na froncie. Nowy rok zaczynamy w pustym Zamku jako jedyne otwarte na klientów miejsce. Po kawę schodzimy do piwnicy ledwie utrzymującej się na nogach restauracji.

Klienci znów mogą przychodzić do Bookowskiego. Jest inaczej, ale jest nieźle. Rok zamykamy z całkiem dobrym wynikiem, pytanie, co będzie teraz, w kolejnych tygodniach, gdy państwo wykonuje pozorne ruchy, ale nie potrafi nam powiedzieć, co dalej z kulturą, z gospodarką? Rzeczywistość pandemiczna wymaga od nas więcej czujności, uważności. Instytucje kultury zmniejszyły budżety na wydarzenia, dopiero po trzech miesiącach mamy w Agencji wrażenie, że również warunki finansowe wracają do normy. Coś się stabilizuje, ale dyskusje o tym, na jakich fundamentach stoi w Polsce kultura, będziemy prowadzić jeszcze długo. Uczestniczę w badaniach i ankietach, z których jasno wynika, że artyści, animatorzy, pracownicy kultury bez etatów albo prowadzący własne działalności podczas lockdownu tracą zatrudnienie z dnia na dzień. Jak zamortyzować sektor kultury, żebyśmy czuli minimalną stabilizację i pewność, że w kryzysie koła ratunkowe będą zapewnione systemowo, a nie pojawią się spontanicznie i doraźnie? Za cykl „Historie z księgarni” dostaję od Miasta Poznań nagrodę finansową, niedużą, ale pozwalającą myśleć, że ktoś dostrzegł, że robimy coś fajnego. Miesiąc później otrzymuję stypendium w ramach programu #poznańwspiera, animowanego przez Wydział Kultury, i mogę ruszyć z cyklem podcastów dla księgarni. Miasto opracowało program dotujący kulturę, będą nawet środki dla księgarń. Jędrek Biegański z „Książki na telefon” dzwoni z pytaniem, czy nie przeprowadzę kilku wywiadów z księgarzami. Jadę więc w Polskę i pytam, co się zmieniło, jak obroty i co dalej. Wszyscy zgodnie potwierdzają – uratowała nas sieć stałych klientów, część księgarń otrzymała wsparcie samorządów lub miasta. Czas pandemii przyniósł jednocześnie strach, ale i mobilizację do działań, na które do tej pory brakowało czasu. Narasta zmęczenie, ale patrzymy na miniony rok jak na dużą lekcję przedsiębiorczości, współpracy biznesowej i budowania dobrych relacji. Teraz czeka nas kolejny krok – dotrwać do wiosny. Pandemia trwa już długo, mamy na nią sporo recept, ale czy przedłużający się chaos pozwoli na stabilizację? W Agencji  czekamy na dotacje i prognozy powrotu festiwali i targów – w formie online, hybrydowej lub offline. Mamy świadomość, że wydarzenia online trwale wpisały się w krajobraz życia literackiego. Obserwujemy, jak współpracujące z nami instytucje dynamicznie dostosowują się do nowej sytuacji. Po zalewie treści przychodzi czas na szlifowanie jakości streamów, nagrań, kształtowanie i dopasowywanie treści do potrzeb odbiorców. Czeka nas sporo niepewności, ale i dużo ciekawej pracy.

Facebook Facebook Facebook

Nasz serwis internetowy używa plików cookies w celach określonych w polityce prywatności.

AKCEPTUJĘ REZYGNUJĘ